Blog > Komentarze do wpisu
Powrót

Wyleciałem z Szanghaju w piątek około północy. Wcześniej spotkałem jeszcze na lotnisku chińskiego kolegę z pracy, który leciał tym samym samolotem (podróżował do chorwackiego Splitu). Niestety zajmowaliśmy dość oddalone od siebie miejsca. Spotkaliśmy się już po odebraniu biletów, a żaden z nas nie wiedział wcześniej, że ten drugi też podróżuje tego samego dnia. Rozmawialiśmy o Europie i Chinach. Mój chiński znajomy stwierdził, że w Europie w przeciwieństwie do Chin szanuje się jednostki i jest to obecne w naszej kulturze od dawna. Poza tym interesował się też integracją europejską, wspólną walutą i układem z Schengen. Zachwycał się tym, że integrujemy się pokojowo. To nie pierwsza rozmowa na ten temat jaką przeprowadziłem w Chinach. Chińczycy z którymi pracowałem, interesowali się tym także.

Dość nietypową sytuację miałem w czasie oddawania bagażu. Z jakiegoś powodu mój bagaż zapiszczał w czasie prześwietlania i musiał zostać otwarty i skontrolowany. Wysłali mnie do specjalnego pomieszczenia, gdzie Chińczyk kazał mi go otworzyć, a potem zainteresował się moją elektryczną szczoteczką do zębów. Była zamknięta w plastikowym pudełku. Otworzył to pudełko, obejrzał sobie szczoteczkę, a potem jeszcze jakiś drobiazg po czym polecił mi zamknąć bagaż. Na tym kontrola się skończyła.

Lot był taki sobie. Ja ogólnie nie lubię latać. Choć przy tak długim locie (12 godzin) po pewnym czasie przyzwyczajam się, to po 6-7 godzinach zaczyna mnie to z kolei męczyć. Znów trafiło mi się tak, że przez połowę podróży mieliśmy co chwilę turbulencje i samolotem trzęsło. Poprawiło się dopiero gdzieś za Nowosybirskiem. Trzeba jednak przyznać, że obsługa w Lufthansie w tych dalekich rejsach jest bardzo dobra, a to pomaga znieść trudy podróży. Także wyjątkowo łagodne lądowanie tym ogromnym samolotem to było mistrzostwo.

Gorzej było w locie do Krakowa. Najpierw pięć godzin czekałem na lotnisku w Monachium. Na początku było fajnie. Oglądałem sklepy, cieszyłem się tym że znów jestem wśród białych ludzi i nikt nie traktuje mnie jak atrakcji turystycznej albo dziwoląga. Po paru godzinach obejrzałem już wszystko, zaczęła mnie też męczyć senność. W samolocie z Szanghaju nie spałem wiele i byłem wykończony. Około 11 wsiadłem do samolotu Avro, linii Lufthansa Cityline. Ten rejs to było zaprzeczenie tego wcześniejszego. Samolot wyglądał na lekko zużyty. Miał na przykład jakieś uszczelnienia przy łączeniu silnika ze skrzydłami i one odstawały. Przy każdym manewrze z podwoziem (chowanie albo wysuwanie) wydawał dziwne dźwięki. W czasie lotu poczęstowano mnie najgorszą kanapką jaką w życiu jadłem. Kanapka była z kurczaka, ale mięso było tłuste i ciągnące się. Chyba nigdy więcej nie przyjmę poczęstunku w samolotach tej linii.

Do Krakowa doleciałem około 12:30. Na miejscu okazało się, że gdzieś w drodze moja walizka straciła ucho. Na szczęście jednak taktyka upychania miękkich ubrań przy ścianach i rogach walizki okazała się skuteczna. Nic w środku nie uległo zniszczeniu.

Pierwsze co poczułem w Krakowie to zimno. W Szanghaju przed wyjazdem było dwadzieścia kilka stopni, a tu najwyżej kilka. Miasto prawie nic się nie zmieniło. Po pobycie w Szanghaju ludzie na polskich ulicach sprawiają wrażenie smutnych i przygaszonych. Ale ja byłem bardzo szczęśliwy, pierwszy raz od połowy roku robiąc zakupy po polsku i chodząc po polskim mieście. Powrót dodał mi energii, więc sporo tego dnia zdążyłem jeszcze zrobić.

Energii starczyło mi tak mniej więcej do godziny szóstej. W Szanghaju o tej porze jest północ i strasznie zachciało mi się spać. Zasypiałem po prostu na stojąco. Mam jet laga, tym razem w drugą stronę. Dzisiaj rano obudziłem się przed czwartą i później już za nic nie byłem w stanie zasnąć.

niedziela, 18 października 2009, jah78

Polecane wpisy

  • Japonia i nowy blog

    Zapraszam na nowego bloga z relacją z wakacji w Japonii. Docelowo chciałbym tam opisywać także kolejne podróże.

  • Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia

    Udało mi się w końcu przejrzeć i posortować swoje zdjęcia z Chin. Było ich jeszcze więcej niż wcześniej sądziłem – przeszło 15 tysięcy. Wybrałem sto kilka

  • Bund, tunel widokowy i Lujiazui

    Tego wieczora miałem wreszcie trochę czasu i wybrałem się na ostatni spacer po Szanghaju. Pojechałem na East Nanjing Road, a stamtąd poszedłem na Bund. Na Bundz

Komentarze
Gość: YLK, 116.237.81.*
2009/10/19 03:23:23
Dzieki za wpis i ta interesujaca uwage: "ludzie na polskich ulicach sprawiają wrażenie smutnych i przygaszonych". Moze to wynik jesiennej deprechy?
Dochodz do siebie i pisz dalej.
-
2013/01/30 12:15:31
A jak wygląda prawna strona powrotu? Musisz wypełnić formularze podatkowe itp? Czy po prostu za rzeczy przywiezione płacisz cło i nic więcej nie robisz?
-
jah78
2013/01/30 13:42:25
W Chinach byłem na delegacji z firmy. Firma z Polski mi płaciła i rozliczałem się w Polsce, nie w Chinach. Jeśli chodzi o rzeczy przywiezione, chyba rzeczywiście powinno się zgłosić przy wjeździe elektronikę (komputer, aparat itd), ale przy wjeździe machneli ręką i kazali nam przechodzić. Przy wyjeździe w ogóle nie miałem kontaktu z celnikami. O ile nie wywozisz większej ilości elektroniki, wątpię żeby ktokolwiek Cię kontrolował.
statystyka