|
wtorek, 13 lipca 2010
Japonia i nowy blog
Zapraszam na nowego bloga z relacją z wakacji w Japonii. Docelowo chciałbym tam opisywać także kolejne podróże.
niedziela, 22 listopada 2009
Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia
środa, 21 października 2009
Zakończenie
Sześć miesięcy w Chinach dobiegło końca. Chciałbym podziękować Wam wszystkim, że byliście tam ze mną, czytając mojego bloga. To jeszcze nie koniec, moje wpisy nadal mogą się tu pojawiać. Przede mną przeglądanie 12 tysięcy zdjęć, które zrobiłem. Niewykluczone, że znajdę coś ciekawego, co warto byłoby jeszcze zamieścić i opisać. Może coś jeszcze interesującego mi się przypomni. Nie można też wykluczyć, że znów wyjadę do Chin. Ten kraj jest fascynujący i chciałbym kiedyś do niego wrócić. Regularne pisywanie zawieszam jednak. Teraz chciałbym odpocząć od blogowania. Może wrócę do tego za kilka miesięcy już na innym blogu. Pozdrawiam Was!
niedziela, 18 października 2009
Powrót
Wyleciałem z Szanghaju w piątek około północy. Wcześniej spotkałem jeszcze na lotnisku chińskiego kolegę z pracy, który leciał tym samym samolotem (podróżował do chorwackiego Splitu). Niestety zajmowaliśmy dość oddalone od siebie miejsca. Spotkaliśmy się już po odebraniu biletów, a żaden z nas nie wiedział wcześniej, że ten drugi też podróżuje tego samego dnia. Rozmawialiśmy o Europie i Chinach. Mój chiński znajomy stwierdził, że w Europie w przeciwieństwie do Chin szanuje się jednostki i jest to obecne w naszej kulturze od dawna. Poza tym interesował się też integracją europejską, wspólną walutą i układem z Schengen. Zachwycał się tym, że integrujemy się pokojowo. To nie pierwsza rozmowa na ten temat jaką przeprowadziłem w Chinach. Chińczycy z którymi pracowałem, interesowali się tym także. Dość nietypową sytuację miałem w czasie oddawania bagażu. Z jakiegoś powodu mój bagaż zapiszczał w czasie prześwietlania i musiał zostać otwarty i skontrolowany. Wysłali mnie do specjalnego pomieszczenia, gdzie Chińczyk kazał mi go otworzyć, a potem zainteresował się moją elektryczną szczoteczką do zębów. Była zamknięta w plastikowym pudełku. Otworzył to pudełko, obejrzał sobie szczoteczkę, a potem jeszcze jakiś drobiazg po czym polecił mi zamknąć bagaż. Na tym kontrola się skończyła. Lot był taki sobie. Ja ogólnie nie lubię latać. Choć przy tak długim locie (12 godzin) po pewnym czasie przyzwyczajam się, to po 6-7 godzinach zaczyna mnie to z kolei męczyć. Znów trafiło mi się tak, że przez połowę podróży mieliśmy co chwilę turbulencje i samolotem trzęsło. Poprawiło się dopiero gdzieś za Nowosybirskiem. Trzeba jednak przyznać, że obsługa w Lufthansie w tych dalekich rejsach jest bardzo dobra, a to pomaga znieść trudy podróży. Także wyjątkowo łagodne lądowanie tym ogromnym samolotem to było mistrzostwo. Gorzej było w locie do Krakowa. Najpierw pięć godzin czekałem na lotnisku w Monachium. Na początku było fajnie. Oglądałem sklepy, cieszyłem się tym że znów jestem wśród białych ludzi i nikt nie traktuje mnie jak atrakcji turystycznej albo dziwoląga. Po paru godzinach obejrzałem już wszystko, zaczęła mnie też męczyć senność. W samolocie z Szanghaju nie spałem wiele i byłem wykończony. Około 11 wsiadłem do samolotu Avro, linii Lufthansa Cityline. Ten rejs to było zaprzeczenie tego wcześniejszego. Samolot wyglądał na lekko zużyty. Miał na przykład jakieś uszczelnienia przy łączeniu silnika ze skrzydłami i one odstawały. Przy każdym manewrze z podwoziem (chowanie albo wysuwanie) wydawał dziwne dźwięki. W czasie lotu poczęstowano mnie najgorszą kanapką jaką w życiu jadłem. Kanapka była z kurczaka, ale mięso było tłuste i ciągnące się. Chyba nigdy więcej nie przyjmę poczęstunku w samolotach tej linii. Do Krakowa doleciałem około 12:30. Na miejscu okazało się, że gdzieś w drodze moja walizka straciła ucho. Na szczęście jednak taktyka upychania miękkich ubrań przy ścianach i rogach walizki okazała się skuteczna. Nic w środku nie uległo zniszczeniu. Pierwsze co poczułem w Krakowie to zimno. W Szanghaju przed wyjazdem było dwadzieścia kilka stopni, a tu najwyżej kilka. Miasto prawie nic się nie zmieniło. Po pobycie w Szanghaju ludzie na polskich ulicach sprawiają wrażenie smutnych i przygaszonych. Ale ja byłem bardzo szczęśliwy, pierwszy raz od połowy roku robiąc zakupy po polsku i chodząc po polskim mieście. Powrót dodał mi energii, więc sporo tego dnia zdążyłem jeszcze zrobić. Energii starczyło mi tak mniej więcej do godziny szóstej. W Szanghaju o tej porze jest północ i strasznie zachciało mi się spać. Zasypiałem po prostu na stojąco. Mam jet laga, tym razem w drugą stronę. Dzisiaj rano obudziłem się przed czwartą i później już za nic nie byłem w stanie zasnąć.
piątek, 16 października 2009
22,5 kg
Tyle waży mój bagaż. To nie ciężar, ale objętość była głównym problemem. Wyrzuciłem oryginalne opakowania, ryzykując że coś mi się w czasie tej podróży zniszczy, a i tak musiałem z kilku rzeczy zrezygnować. Walizka jest wypchana do granic możliwości. Przede mną jeszcze tylko jeden bardzo długi dzień w pracy. A potem kilkanaście godzin powrotu do domu.
środa, 14 października 2009
Bund, tunel widokowy i Lujiazui
wtorek, 13 października 2009
Jeszcze trochę zdjęć Szanghaju
sobota, 10 października 2009
Wkrótce powrót
Do wyjazdu z Chin pozostało mi już tylko kilka dni. Po sześciu miesiącach pobytu tutaj już cieszę się na myśl o powrocie do domu. Na blogu na pewno coś jeszcze napiszę, ale nie w najbliższych dniach. Będę teraz bardzo zajęty zakupami i pakowaniem.
piątek, 09 października 2009
Koty szczęścia
czwartek, 08 października 2009
Park Leśny Gongqing
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Chiny
Moje strony
Szanghaj
Ulubione
|