RSS
czwartek, 30 kwietnia 2009
Szanghajska karta miejska

Shanghai Public Transportation CardKarty miejskie Shanghai Public Transportation Card nabyć można w punktach serwisowych na każdej stacji metra. Z obsługą punktu na ogół nie można dogadać się po angielsku, dlatego najlepiej wybrać się tam z kimś kto nabył kartę wcześniej, aby pokazać o co nam chodzi. Myślę jednak, że gdyby przyjść tam z odliczoną sumą pieniędzy to też by zrozumieli. Jeśli nie, można jeszcze poprosić o pomoc jakiegoś Chińczyka z teamu, wielu z nich dojeżdża do pracy metrem. Gdyby wszystko zawiodło spróbowałbym jeszcze z wydrukowanym zdjęciem karty, ale u nas nie było takiej potrzeby. Marek poznał Węgra, który mu pomógł, a dalej to już się wśród nas rozeszło. Koszt karty miejskiej to 20 juanów. Karta jest zielono-niebieska. Nie jestem pewien czy te kolory mają znaczenie i czy pozostałe nie mają innych parametrów. Za 20 juanów wszyscy dostaliśmy podobne. Do pieniędzy za samą kartę należy dodać pewną sumę na pierwsze ładowanie, ja zacząłem od 100 juanów. Sprzedawca pokazuje zwykle na wyświetlaczu ile po operacji znajduje się na karcie. Informację o pozostałej jeszcze sumie można też odczytać z wyświetlaczy przy bramkach.

Kartę można używać w metrze, autobusach (tego jeszcze nie próbowaliśmy), kolei magnetycznej i innych środkach komunikacji publicznej. Wbrew temu co wcześniej słyszałem, użytkownikom karty przysługują pewne zniżki, tyle że niektóre z nich nie od razu. Najbardziej interesująca dla nas zniżka na metro (10%) zaczyna obowiązywać po wyjeżdżeniu w danym miesiącu kalendarzowym 70 juanów. Obliczyłem, że przy korzystaniu z karty wyłącznie w drodze do pracy, jej zakup powinien się zwrócić po trzech miesiącach. Oczywiście przy bardziej intensywnej eksploatacji odpowiednio wcześniej. Z większych zniżek można skorzystać przy jeździe Maglevem. Przynajmniej według informacji zamieszczonych w Internecie, nie mieliśmy jeszcze okazji tego przetestować. Także z kolejnej dużej zniżki jeszcze nie korzystaliśmy, ponieważ nie jeździmy autobusami. Przy przesiadce z autobusu do metra, powinniśmy zaoszczędzić w tym drugim jednego juana.

Kartę można doładować w specjalnych automatach, znajdujących się zwykle gdzieś w pobliżu biletowych. Automat przyjmuje banknoty 50 i 100 juanów. Na każdej stacji znajduje się przynajmniej jeden. Zarówno zwykłe automaty biletowe, jak i te na karty można przestawić na język angielski. Można więc do minimum ograniczyć kontakt z obsługą punktu, to jest wyłącznie do bardzo nietypowych sytuacji. Mi raz zdarzyło się, że nastapiła awaria bramek i aby się wydostać powinienem był pójść do punktu. W końcu jednak znalazłem bramkę która mnie przepuściła.

Karty pozwalają na sporą oszczędność czasu, szczególnie w godzinach szczytu gdy tworzą się kolejki do automatów. Są też przydatne na tych stacjach przesiadkowych, gdzie na drugi peron należy przejść przez bramki. Płacimy wówczas nadal za jeden przejazd. Natomiast bilety jednorazowe oddaje się bramce przy wyjściu, więc liczyłoby się to drożej, jak za dwa przejazdy.

P.S. Zapraszam do korzystania z kanału RSS do śledzenia nowych wpisów na blogu. Kanały obsługują m.in. Opera, Firefox i nowy Internet Explorer. Link znajduje się tutaj, ale też zawsze na górze strony.

P.S.S. W Chinach 1 maja to oczywiście dzień wolny od pracy. Planujemy wykorzystać te trzy dni na dłuższy wypad poza miasto, a więc kolejny mój wpis najwcześniej w poniedziałek.

Tagi: Szanghaj
13:01, jah78
Link Komentarze (6) »
środa, 29 kwietnia 2009
Zakupy w Chinach

Pierwsze dniPrawdopodobnie najlepszym wyjściem dla Europejczyka byłaby zmiana zwyczajów żywieniowych i całkowite przestawienie się na lokalne jedzenie. Jednakże gotowanie nigdy nie było moją mocną stroną, nie mam też na tyle czasu by przygotowywać chińskie posiłki, co jak mi się wydaje jest nieco bardziej skomplikowane niż przygotowanie kanapek. Dlatego na śniadania i często kolacje (jeśli nie jemy na mieście) staram się szukać europejskiego jedzenia lub jego odpowiedników. Pierwsze dni były dość trudne, Chińczycy znają pieczywo, ale prawie zawsze jest ono dla nas za słodkie. To co tutaj uchodzi za bułkę, u nas mogłoby się znaleźć w dziale ze słodyczami. Najłatwiej jest kupić warzywa. Ogórki, pomidory czy cebula są powszechnie znane i można je dostać w pierwszym napotkanym sklepiku z warzywami. Łatwo tu także o kapustę pekińską, nieco trudniej o białą rzodkiewkę. Podobnie owoce, wszędzie można dostać banany, mandarynki i pomarańcze. Są też miejscowe przysmaki jak mango w różnych odmianach, czy lichi. W większych sklepach spożywczych, których sporo jest wokół hotelu można kupić słodkie chińskie pieczywo, wodę stołową, napoje gazowane, jogurty, mleko i podstawowe artykuły chemiczne. Z tym, że nie udało mi się na przykład zdobyć na miejscu pianki do golenia, znalazłem ją dopiero w Tesco.

W większych sklepach jak Tesco trafiają się czasem europejskie (czyli niesłodzone) bagietki. Są jajka, żółte sery i wędliny, choć nieco inne i mniej smaczne niż w Europie. Najtrudniej tu o masło i margarynę, ale i to również można znaleźć w największych ze sklepów. W naszym Tesco nie znaleźliśmy, ale odkryliśmy już sklep gdzie można je nabyć. W Tesco jest też oczywiście masa lokalnego jedzenia, niespotykanego w Polsce. Kurze łapki pakowane w folię, jak u nas Polsce plastry żółtego sera, wielkie akwarium po brzegi wypełnione żywymi węgorzami czy ośmiornice.

W wyposażeniu hotelu brakowało kilku rzeczy, które dla Europejczyków są oczywiste w użyciu, oczywiście sztućców, ale także suszarki do naczyń. Z jakiegoś powodu w naszych kuchniach nie było też koszy na śmieci. Wszystko to można w miarę tanio kupić w wielkich supermarketach.
Aktualne zapasy
Niedawno znaleźliśmy supermarket Carrefour, w którym można dostać wszystko czego zabrakło nam w pobliskim Tesco. Jest tu spory wybór masła, margaryny i zachodniego pieczywa (znaczy bez dodatku cukru). Sklep zajmuje dwa podziemne poziomy jednego ze skrzydeł galerii Cloud Nine, tuż obok hotelu Renesans. To jedna stacja metra dalej, lub około 30 minut piechotą. Warto rozejrzeć się po galerii, zajmuje trzy budynki po 11 pięter w każdym.

Jeśli chodzi o ubrania trudno mi na razie coś konkretnego napisać. Żaden z nas nie zajmuje się tu jeszcze zakupami, jeśli nie musi, a do tej pory nie było większej potrzeby. Tylko Marek kupował sportowe buty, nie znalazł takich jakie chciał w Tesco, a udało mu się w lokalnym sklepie obok hotelu.

Niech nikogo z Was nie skusi perspektywa zakupów elektroniki tutaj. Może są miejsca gdzie jest tania, ale jeszcze takiego nie znaleźliśmy. W sklepie Best Buy z elektroniką było drożej niż w Polsce. Jeśli ktoś z Was jak Marek postanowi przyjechać bez komputera, a potem kupić tu na miejscu, niech doliczy sobie do ceny koszt angielskiego Windowsa (około 700 juanów). Lokalną kartę telefoniczną można kupić już za około 60 juanów. Krzysiek dostał ją w jakimś sklepiku w pobliżu hotelu. Jeśli ktoś zdecyduje się też na telefon, czeka go pewien wysiłek przy zmianie języka na angielski.

Tak naprawdę codziennie odkrywamy tu nowe rzeczy, żaden z nas nie myślał też jeszcze o zakupach które zrobimy przed powrotem do Polski. Pewnie więc będę miał na ten temat coś jeszcze do dodania później.

Tagi: zakupy
15:40, jah78
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 kwietnia 2009
Picasa
Udostępniłem właśnie na Picassie galerię ogólną zdjęć Szanghaju, z miastem takim jakie widzę na codzień. W kolejnych dniach i miesiącach mam zamiar sukcesywnie ją rozbudowywać. Dodałem też kilka zdjęć z Beixinjing, dzielnicy w której znajduje się nasze biuro oraz trochę nocnych zdjęć Szanghaju. Także te galerie będą się stopniowo powiększać. Zapraszam więc do regularnego odwiedzania mojego albumu.
15:46, jah78
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Perła Orientu i Shanghai WFC
Widok z Shanghai WFCW niedzielę po południu wybraliśmy się wszyscy na Perłę Orientu, szanghajską wieżę telewizyjną. Bilet wstępu na wszystkie poziomy tarasów widokowych kosztował 150 RMB. Przed wejściem nasze plecaki zostały dokładnie prześwietlone. Ochroniarze zainteresowali się butelką wody należącą do Marka, ale ostatecznie mu ją zostawili. Moja cola w ogóle nie wzbudziła zainteresowania, może tylko płyny niekolorowe są podejrzane. Blisko pół godziny staliśmy w gigantycznej kolejce do windy, ale warto było. Z góry widać dokładnie zakola Huangpu oraz Suzhou, dzielnicę wieżowców na Pudongu i Bund. Już później okazało się, że na najwyższy poziom ("Space Module" na wysokości 350 m) wjeżdża się jeszcze drugą windą. Widok stamtąd jednak nie był dużo lepszy. Wręcz przeciwnie, ze względu na to że szyby na tym poziomie po części były różowe, po części zaś zabrudzone. Ze szczytu mieliśmy okazję podziwiać zachód słońca, dokładnie ponad miejscem gdzie Suzhou wpada do Huangpu. Moja galeria zdjęć z tej wyprawy znajduje się tutaj.

Dzisiaj natomiast tylko z Markiem zrobiliśmy sobie wycieczkę do Shanghai WFC, najwyższego obecnie wieżowca Szanghaju. Pojechaliśmy tam już po zmroku, aby zobaczyć miasto nocą. Bilet kosztował także 150 RMB. Również tutaj by dostać się do środka wieżowca zostaliśmy prześwietleni. W przeciwieństwie do Perły Orientu kasy znajdują się już wewnątrz, za bramkami. Tym razem, w dzień powszedni, nie było tłoku. Na górę wjechaliśmy niemal pustą windą. Sama winda była jak ze statku kosmicznego, bardzo szybka i w czasie jazdy rozświetlona błyskającymi światłami. Szanghaj w nocy wygląda jak morze świateł. W dole widać maleńkie z tej wysokości (474 m) statki. Jest stąd wspaniały widok na Perłę Orientu i sąsiedni wieżowiec Jin Mao Tower. Część posadzki górnego tarasu jest wyłożona szkłem, więc chodząc widzi się to co znajduje się poniżej, dolny taras, Jin Mao Tower i ulice miasta. Zdjęcia z tej wyprawy zamieściłem tutaj.
Tagi: Szanghaj
19:17, jah78
Link
niedziela, 26 kwietnia 2009
Kuchnia ujgurska i inne

Na kolacji u UjgurówWczoraj Marek wpadł na pomysł, żeby wybrać się na kolację do ujgurskiej restauracji. Adres znalazł w przewodniku National Geographic. Restauracja znajduje się na ulicy Yishan 280, w pobliżu stacji metra Yishan Rd. Kiedy w końcu tam trafiliśmy nie wierzyliśmy początkowo, że właśnie o to miejsce chodzi. Z zewnątrz wyglądało na typową jadłodajnię uliczną. Weszliśmy jednak do środka, a potem na pierwsze piętro, gdzie znaleźliśmy właściwą restaurację. Powitał nas głośny okrzyk HELLO! kelnera po czym błyskawicznie znaleziono nam wolny stolik. Panował tu zupełnie inny klimat niż w restauracjach chińskich. Na zaimprowizowanej scenie występował ujgurski zespół wokalno-taneczny, złożony z dwóch facetów śpiewających i grających na tradycyjnych instrumentach oraz tańczącej dziewczyny. Wszyscy ubrani byli w ujgurskie stroje. Po pierwszej piosence, w wolnych chwilach, do tańca dołączali kelnerzy. Potem wyciągali też na scenę gości, najchętniej turystów z zachodu. Ja nie tańczyłem, Marka usiłowano wyciągnąć, ale się nie zdecydował. Ujgurowie wyraźnie różnią się od Chińczyków wyglądem, mają skośne oczy ale nie tak bardzo jak Chińczycy. Mi przypominali trochę Turków.
Ujgurzy tańczą
Jeśli chodzi o samo jedzenie, jest bardzo dobre. Dużo było potraw z baraniny. Jedna uwaga, porcje są znacznie większe niż te chińskie. Po tygodniu pobytu nauczyłem się, że typowy posiłek składa się z kilku potraw w małych ilościach. U Ujgurów jest inaczej, zamówiłem kilka różnych dań, a potem okazało się, że za dużo by to zjeść. Zupę dostaliśmy w ogromnej wazie z której każdy nalewał porcje dla siebie. Bardzo dobry był "laghman", czyli makaron z baraniną, bakłażanem, pomidorami, ziemniakami i papryką. Dobry był też placek zrobiony z ryżu, którego nazwy niestety nie pamiętam, a który przypominał nieco chleb.

Dzisiaj wybraliśmy się z kolei na obiad do resturacji tajskiej Thai Thai. Znajduje się ona na piątym piętrze galerii handlowej Superbrand Mall na Pudongu. Jedzenie piekielnie ostre. Wydaje mi się, że brakowało tu klimatu, w końcu to restauracja w galerii handlowej. Może jednak tak tylko marudzę po wizycie u tańczących Ujgurów. U Tajów była niezła zupa z kokosów i owoców morza oraz bardzo dobre potrawy z curry.

Na koniec, dzisiejszego wieczora, udaliśmy się do restauracji wietnamskiej. Znaleźliśmy jedną na Huaihai 816 (w bramie, zaraz po budynku 868), w pobliżu stacji South Shaanxi Rd. Świetne jedzenie, najlepszy był deser ze smażonych bananów. Moim zdaniem było tam jednak zbyt drogo.

Tagi: Jedzenie
17:18, jah78
Link Komentarze (1) »
Rejs do rzeki Jangcy
Ujście Huangpu do JangcyWczoraj popłynęliśmy statkiem do rzeki Jangcy. Zdążyliśmy w ostatniej chwili, po godzinie 14 rejsów już nie ma. Udało się dzięki chińskiej kasjerce, która po sprzedaniu nam biletów (150 od osoby), pobiegła przed nami, aby wskazać statek. Chwilę potem wypłyneliśmy. Kasa i przystań statków znajduje się w Bundzie, na lewym brzegu Huangpu, kilkaset metrów w górę rzeki od Nanjing Rd. W cenę wliczony był niewielki posiłek, otrzymaliśmy torebkę orzeszków, mandarynkę i jakiś nieznany nam jeszcze chiński przysmak, smakiem przypominający orzeszki ziemne, rozmiarem natomiast ziarna zboża.

Pudong z rzeki wygląda rewelacyjnie, szkoda tylko że tu zawsze jest tyle mgły. Wczoraj niebo było jednak na tyle czyste, że widać było jego błękit, a w Szanghaju to rzadkość. Cała rzeka Huangpu to właściwie jeden ogromny port. Przy okazji dygresja, "Huangpu" znaczy "Żółty Potok". Ten potok ma tu zwykle około 400 metrów szerokości, a przez miasto przepływa też "strumień" Suzhou wielkości połowy Wisły w Krakowie. Rzeka pachniała naszą wodą z kranu, ale nie była to już dla nas niespodzianka. Marek wyczytał gdzieś wcześniej, że 70% wody pitnej Szanghaju pochodzi właśnie z Huangpu. W drodze powrotnej miałem zresztą wreszcie okazję jej spróbować. Dostaliśmy kawę z ciasteczkiem i właśnie ta kawa była zrobiona z kranówki. Nadal żyję, ale jakoś nie przekonały mnie walory smakowe tej wody. Pozostanę chyba przy stołowej.

Po opuszczeniu centrum, przepływaliśmy przez dzielnicę przemysłową. Na rzece stały dziesiątki statków, w tym oceaniczne giganty. Przepływaliśmy obok miejscowej refinerii, dla niepoznaki ukrytej za lasem. Pierwszym zresztą jaki miałem tu okazję oglądać. Przy samym ujściu stały jeszcze okręty wojenne, a miejsce wyglądało na bazę wojskową. Rzeka Jangcy bardziej przypomina morze niż rzekę. Przeciwległego brzegu nie było widać w ogóle. Daleko we mgle widzieliśmy płynące w górę i dół rzeki statki oceaniczne. A była to tylko jedna z odnóg w delcie Jangcy. W drodze powrotnej pogoda jeszcze się poprawiła. Zrobiłem trochę zdjęć, można je oberzeć tutaj.
Tagi: Szanghaj
06:52, jah78
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 kwietnia 2009
Badania lekarskie
W oczekiawaniu na jedno z badańDzisiaj rano byliśmy na badaniach lekarskich związanych z rodzajem wizy, którą dostaliśmy. Jak się okazało badania przeprowadzone w Polsce są tu niewystarczające. Skierowano nas do Shanghai International Travel Healthcare Center. Ośrodek znajduje się na Jinbang Road, nieopodal szanghajskiego zoo. Ze stacji Songhong Road, na której zwykle wysiadamy w drodze do pracy, jechaliśmy taksówką około 10 minut. Kosztowało nas to 11 juanów.

W ośrodku niestety nie akceptują kart kredytowych, więc na badanie trzeba było wyłożyć 702 juany gotówką. Sam ośrodek jest niesamowity, trudno to w ogóle porównywać z polską służbą zdrowia. Wszystko było zorganizowane w taki sposób, aby pacjent jak najmniej oczekiwał na kolejne badania. W warunkach gdy w ośrodku znajdowała się dość duża grupa osób, bo poza nami był tam cały tłum przyjezdnych, wszystko razem włącznie z wypełnianiem dokumentów zajęło nam jakieś 70 minut. Gdy lekarz jednej specjalności był zajęty, przekierowywano nas natychmiast na inne badanie. Przeszedłem badanie wzroku, EKG, RTG, wizytę u lekarza ogólnego, pobranie krwi oraz ultrasonografię. Tylko na to ostatnie musiałem czekać, zrobiła się tu w pewnym momencie kolejka. Przed badaniami trzeba było rozebrać się do pasa i założyć specjalne ubranie przypominające szlafrok.

Wyniki badań są do odbioru na miejscu po kilku dniach (nie jestem pewien ilu, nie skorzystałem z tej możliwości), lub wysyłane kurierem do firmy. To drugie rozwiązanie kosztuje 25 juanów.
Tagi: praca
19:53, jah78
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 kwietnia 2009
Biuro

Jest właściwie podobne jak w Polsce, o ile ktoś pracuje w open space. Występują tu jednak pewne lokalne akcenty, które dodają temu miejscu kolorytu. Chińczycy mają prawo do poobiedniej drzemki, w wyposażeniu ich biurek znajdują się więc często poduszki. Ciekawostką jest wspólna dla całego piętra, zanurzona w kubku wody łyżeczka do mieszania kawy i herbaty. Oczywiście można sobie przynieść własną. Każdy z nas wyposażył się już w europejskie sztućce w Tesco (w wyposażeniu hotelu były tylko pałeczki). Inną ciekawostką jest sedes "na narciarza" w ubikacji. Na szczęście do wyboru jest także europejski. Taki też znajduje się w hotelu.

Pracuje się tu co najmniej 9 godzin, z godzinną przerwą na obiad. Czas rozpoczęcia pracy jest elastyczny. Zaczynamy między 8:00 a 9:00. Niektórzy Chińczycy przychodzą i wychodzą znacznie później. My najchętniej przychodzilibyśmy na ósmą, ponieważ w Chinach nie ma czasu letniego i kiedy kończymy po 18:00 jest już właściwie ciemno. Ani razu nam się jeszcze nie udało. Daje znać o sobie "jet lag". Przez pierwsze dwie noce nie mogłem zasnać przed czwartą. Teraz jest już znacznie lepiej. Ci z Was, którzy przyjadą tu po nas, niech wyposażą się w coś co pozwoli im przespać pierwsze kilka nocy. Nie wiem na ile skuteczna jest melatonina, ja żałuję, że nie wziąłem na przykład odrobiny melisy.

Tagi: praca
15:44, jah78
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 kwietnia 2009
Chińskie jedzenie

Ja, ogniste tofu i herbatkaTuż po przybyciu, kiedy pierwszy raz wyszliśmy na miasto, narodził się pomysł by spróbować jedzenia w ulicznej jadłodajni.  Wybraliśmy jedną z pierwszych, która wyglądała przyzwoicie (to znaczy jedzenie nie gotowało się na zewnątrz). Kelnerka niemal złapała się za głowę gdy nas zobaczyła, poprowadziła nas jednak do stolika, gdzie dostaliśmy menu po chińsku, ale za to ze zdjęciami. Miejscowi przyglądali nam się w tym czasie nieco osłupiali. Wybraliśmy pięć potraw, które wyglądały najbardziej obiecująco. Najlepsza z potrawDzięki dużym obrazkom z zamówieniem posiłku nie było problemu. Wyzwaniem było natomiast zamówienie napoju. Kelnerka nie rozumiała ani słowa po angielsku. Pokazywaliśmy na rysunek z piwem, a potem rozmiar 0,5 litra, ale coś poszło nie tak, bo dostaliśmy półlitrowe herbaty w plastikowych butelkach. Nie przejęliśmy się jednak zbytnio, bo przecież poszliśmy tam przede wszystkim jeść. Jako pierwsza do stołu dotarła zimna, brązowa potrawa, którą uznaliśmy za jakieś warzywa. Nic specjalnego, ale dało się zjeść. Potem było moje tofu, tak doprawione papryką, że czułem jakby mi przepalało język. Dobrze, że chłopaki lubią takie ostre rzeczy i trochę pomogli. Później było coś zrobionego chyba z warzyw w dziwnym sosie. Miało bardzo intensywny słodkawy smak i w połączeniu z temperaturą (bardzo gorące) dawało bardzo przyjemny efekt. Prawdziwa eksplozja smaku, jedna z najlepszych rzeczy jakie kiedykolwiek jadłem. Na końcu było coś co ze względu na kształt i kolor uznaliśmy za rodzaj pierogów. Niestety była to okropna pomyłka. Danie z wierzchu rzeczywiście składało się z rodzaju ciasta, ale wewnątrz było tam ohydne, ''Pierogi''ciągnące się, tłuste, wpółsurowe mięso. Walczyłem ze sobą, żeby przełknąć choć jeden kęs, jednak się nie przemogłem. Czekaliśmy jeszcze przez jakiś czas na piątą potrawę, ale ta nie dotarła. Mimo, że straszono nas uliczną kuchnią, właściwie nic nam po tym nie było. Znaczy się, że może jesteśmy odporni. Z tym większym zapałem zabraliśmy się za poznawanie miejscowych potraw.

Wczoraj na obiad zabrali nas Chińczycy z naszego teamu. Spróbuje tu zamieścićRestauracja po lewej trochę praktycznych informacji, bo może niektórzy z Was będą mieli okazję korzystać z nich w przyszłości. Restauracja znajduje się po drugiej stronie ulicy, prawie naprzeciw naszego budynku. Właściwie to są w tym miejscu dwie. W poniedziałek byliśmy w droższej. Do wyboru były takie przysmaki jak szeroko rozreklamowana przez poprzedni team zupa z kaczej krwi. Ja tym razem wybierałem dość konserwatywnie. Ale nie wszyscy postępowali tak asekurancko, Marek na przykład wybrał sobie potrawę ze świńskich żołądków. Poradami wspomagali nas Chińczycy. Wybrałem kawałki kurczaka z ostrą papryką, pokrojoną w paski wieprzowinę, potrawę składającą się z pokrojonych na kawałki zdaje się, że łodyg jakiejś rośliny z dodatkiem tofu, coś zrobionego z jajek o konsystencji zbliżonej do bardzo gęstej zupy oraz oczywiście ryż. Kosztowało mnie to coś w granicach 35 juanów. Jak się później okazało wziąłem więcej niż faktycznie mogłem zjeść. Za tak duży zakup otrzymałem kupon warty 3 juany, na następny raz.

Kurczak okazał się świetny, dobra była też potrawa z jajek. Chińczycy dodawali jej sobie po trochu do ryżu, żeby jak nam powiedział jeden, dodać mu smaku. My potraktowaliśmy tą potrawę bardziej jak zupę. Zielone warzywo, które podobno rośnie tylko w okolicach Szanghaju, było niezłe, ale twarde. Restauracja po prawejTrudno mi też było je nabierać pałeczkami. Wprawdzie posługuję się nimi coraz lepiej (przydała się ta odrobina ćwiczeń w Polsce), ale nie ze wszystkim jest jeszcze łatwo. Najmniej smakowało mi danie z wieprzowiny. Przede wszystkim dlatego, że serwują je na zimno. Dla mnie był to po prostu kawałek tłustego, zimnego mięsa, nic dobrego.

Na prawo od tej restauracji znajduje się druga, znacznie tańsza. Wybraliśmy się tam dzisiaj z Sharon i Yuanlaiem. Tu najpierw płaci się za kupon wart na przykład 11 juanów, a potem przechodzi do baru i wybiera potrawy. Za kupon w takiej właśnie cenie przysługują dwie potrawy mięsne i dwie warzywne, do tego zupa, ryż i jogurt. Wszystko to składa się na jeden dość obfity posiłek. Do wyboru były dzisiaj nawet ziemniaki w zielonym sosie. Taki wybór to jedna z możliwości w tej restauracji. Jest jeszcze druga kolejka z zawsze jednym daniem dnia. Dzisiaj było tam nawet coś co przypominało kotleta schabowego, żaden z nas jednak się nie zdecydował. Wzięliśmy chińskie jedzenie. Ja jakąś wieprzowinę, tym razem przygotowaną na gorąco i dość dobrą.

Tagi: Jedzenie
17:05, jah78
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Pudong nocą

Perła Orientu

Byliśmy dzisiaj wieczorem na brzegu Huangpu, naprzeciw Pudongu. Była godzina 22:00, a ludzi chyba setki. Rzeką co chwilę przepływały statki, większość rozświetlona różnobarwnymi światłami. Zdjęcia niestety wyszły mi słabo. To z Perłą Orientu to najlepsze jakie udało mi się wybrać. Była mgła, przydałby się tam także statyw. Może chłopakom poszło lepiej. Z negatywnych wrażeń, w tłumie roiło się od sprzedawców paskudnych, święcących i błyskających zabawek. Chwilami trudno było się od nich opędzić.

Informacja praktyczna, metro w Szanghaju kursuje do godziny 23.00. Na szczęście o każdej porze do hotelu można wrócić pojazdem uprzywilejowanym w tym mieście, czyli taksówką. Dzisiaj rozgryzłem chyba miejscowe zasady ruchu drogowego. Na skrzyżowaniu pierwsza zawsze przejeżdża taksówka, potem ten co nagłośniej trąbi, a na końcu ci wszyscy którzy mają właśnie zielone światło.

Tagi: Szanghaj
20:14, jah78
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2
statystyka