RSS
wtorek, 30 czerwca 2009
Alkohole w Chinach

TsingtaoChińskie piwa są całkiem niezłe, choć na ogół słabsze od naszych. Jasne mają zwykle po około 4%. Znacznie mocniejsze są piwa ciemne. Najbardziej znanym chińskim browarem jest Tsingtao, który produkuje piwa w kilku odmianach. Chińskie piwo kosztuje około 4-5 RMB. W większych sklepach można też dostać piwa europejskie, są one jednak bardzo drogie. Polskich browarów nie znalazłem tu nigdzie.

Lakier do piciaLakier do picia, jak przezwaliśmy najtańsze chińskie wódki, można dostać już w cenie 7 RMB za pół litra. Jego niezwykły bukiet zapachów i niepowtarzalny smak, przywodzący na myśl zakłady chemiczne, zachwyciłby każdego smakosza denaturatu. Wszyscy pozostali powinni trzymać się od tych napojów z daleka. Jeden łyk na długo potrafi popsuć smak, czuje się potem to ohydztwo we wszystkim. Jeśli jednak znajdzie się ktoś, komu zapach lakieru, czy może rozpuszczalnika (zdania były podzielone) nie przeszkadza, to będzie mógł wybierać spośród wielu odmian. Część z nich dostępna jest w plastikowych pojemnikach.

Wódka z bambusaBrandy może być sensowną alternatywą dla większości chińskich wódek. W cenie 30-40 RMB otrzymuje się napój o całkiem przyjemnym smaku i mocy 35-40%. Jednak nawet brandy moim zdaniem nie dorównuje wódce z bambusa. Tak jak tania chińska wódka była najgorszą rzeczą jakiej kiedykolwiek próbowałem, tak bambusówka była jedną z tych lepszych. Wódki te można rozpoznać po liściach bambusa narysowanych na etykietach. Są mocne (do 45%) i mają przyjemny zapach i smak. Cena to zależnie od gatunku od 40 do 80 RMB.

Wino ryżoweMaotai to z kolei sztandarowy chiński alkohol. Wódki te mają od 40 do 60% i bywają bardzo drogie (nawet kilkaset RMB), przy czym najdroższe są te mocniejsze odmiany. Ze względu na cenę próbowaliśmy tylko jednej ze słabszych odmian. Była dobra, ale nie dorównywała bambusówce, którą piliśmy wcześniej. Niewykluczone, że wrażenie byłoby inne po spróbowaniu jednej z droższych odmian.

Wina ryżowe można dostać w cenie kilkunastu RMB. Mają po 10-15% i specyficzny gorzki smak. Moim zdaniem są całkiem niezłe. Lepiej natomiast nie próbować pokrewnego im napoju, sprzedawanego w słoikach, wypełnionych po części sfermentowanym ryżem. Ja nie próbowałem, ale jeden z chłopaków pochorował się po tym. W sklepach można też dostać prawdziwe wina (znaczy z winogron). Miejscowe gatunki nie dorównują jednak europejskim.

Tagi: Jedzenie
16:59, jah78
Link
niedziela, 28 czerwca 2009
Co nie podoba mi się w Szanghaju

Pisałem do tej pory o tym co zwiedziłem, albo co mnie tutaj zaciekawiło. Niewiele czasu poświęciłem temu co w Szanghaju mi się nie podoba. Nadszedł czas by to naprawić. Nie podoba mi się tutaj:

Brak ciszy nocnej, czyli powód dla którego siedzę i piszę ten tekst o piątej rano. O ile jestem w stanie zrozumieć, że przygotowania do Expo muszą trwać całą dobę, to nie potrafię pojąć po co naprawiać w nocy ulicę, o czwartej nad ranem skuwając asfalt młotami pneumatycznymi.

Przepychanki w metrze, bo o ile Chińczycy w osobistych kontaktach są bardzo mili, uprzejmi i pomocni, to w tłumie zapominają o uprzejmości. Szczególnie mocno widać to właśnie w metrze, gdzie ludzie wpychają się do pociągu na siłę, nie pozwalając innym wysiąść. W drzwiach zderzają się wsiadający i wysiadający. Co ciekawe nie ma znaczenia liczba ludzi po obu stronach. Jeśli po każdej ze stron będzie stał tylko jeden Chińczyk, to i tak spróbują przedostać się przez drzwi równocześnie.

Szanghajska kranówka, nie smakowałem nigdzie równie paskudnej wody, ani w Chinach, ani w Polsce. Sytuacji nie poprawia świadomość, że woda pochodzi z tej ich rzeki, a co gorsza, że połączyli specjalnym kanałem Huangpu z Jangcy, by w razie potrzeby przetaczać dla miasta wodę z tej drugiej. W swoim kranie czuję więc zapach i smak całych Chin. Pachnie czymś roślinnym, żywym, ale żywym do niedawna. Wolałbym stokrotnie żeby jak w Krakowie dodawali chloru. W czasie upałów staje się to bardziej intensywne. Pewnie właśnie wtedy do Huangpu wpuszczają wodę z Jangcy.

Przeludnienie, czyli ogromne masy ludzi wszędzie. Ludzie tłoczą się wokół popularnych atrakcji turystycznych, na deptakach, w środkach komunikacji publicznej. Najgorzej bywa w metrze. Trzeba tego spróbować, przesiadki w godzinach szczytu na stacji Plac Ludowy. Zobaczyć te setki, a może tysiące ludzi biegnących w przeciwnych kierunkach równocześnie.

Targowanie się, w wielu miejscach ceny są już ustalone, ale na ogół oczekują od ciebie, że poświęcisz pięć minut czasu na sprowadzenie ceny do normalnego poziomu. No może raczej czekają na jelenia, który zgodzi się zapłacić 10 lub 20 razy zawyżoną cenę. Niektóre propozycje handlowe są wręcz absurdalne. Tandetny świecący model Perły Orientu który chcą nam wcisnąć, za „cheap cheap ten dollars". Wiem, że targowanie ceny niektórych bawi, ale mi brakuje do tego cierpliwości i tęsknię za normalnymi zakupami.

Uliczni sprzedawcy, gdy już jesteśmy przy handlu. Natrętni, nie odpuszczają łatwo, potrafią leźć za tobą dziesiątki metrów i zlatują się do ciebie jeśli gdzieś się zatrzymasz. Zwykle to co mają do sprzedania to wyjątkowa tandeta, jak te plastikowe wieże o których napisałem powyżej. Wypracowałem sobie technikę, by całkowicie ich ignorować. Zwykle jest skuteczna, po chwili dają za wygraną. Można też próbować podziękować im po chińsku. Najgłupsze są próby dogadania się z nimi po angielsku, chyba że naprawdę chce się coś od nich kupić. Na przykład podrabianego Rolexa za 10 złotych.

Tagi: Szanghaj
23:47, jah78
Link Komentarze (4) »
Świątynia Wen Miao

Posąg KonfucjuszaPo wizycie na targu ptaków udałem się do konfucjańskiej Świątyni Wen Miao (Literatury). Znajduje się ona przy ulicy Wenmiao, około dziesięć minut drogi ze stacji Laoximen. Wstęp kosztuje 10 juanów.

Według mojego przewodnika, w przeciwieństwie do taoizmu i buddyzmu, konfucjanizm nie odrodził się w Chinach w ostatnich dziesięcioleciach. Faktycznie w świątyni nie widziałem żadnych wyznawców, a jedynie odrobinę zwiedzających. Podobno więcej Chińczyków przychodzi modlić się tu w lipcu, gdy odbywają się egzaminy na studia. Mistrz Kong, czyli Konfucjusz, jest w Chinach tradycyjnym adresatem modłów o sukcesy naukowe.

Jeden z dziedzińców zamieniony jest w wielkie targowisko książek. Poza tym jednak świątynia jest bardzo spokojna i pusta, co dziwnie kontrastuje z jej gwarnym otoczeniem.

Galerię zdjęć z tego miejsca można obejrzeć tutaj.

Targ Ptaków i Kwiatów Wanshang

Targ Ptaków i Kwiatów WanshangByłem dziś rano na Targu Ptaków i Kwiatów Wanshang. Miejsce nie przypomina niczego co do tej pory widziałem. Ciasne alejki wypchane były po prostu klatkami z ptactwem i innymi zwierzętami. Wbrew nazwie były tam nie tylko ptaki, ale także psy, koty, różnego rodzaju gryzonie, żółwie, żaby, ryby, a nawet owady. Na jednym ze stoisk widziałem setki maleńkich koszyczków z ogromnymi świerszczami. Robiły one taki hałas, że trudno było tamtędy przejść. W innym miejscu całe stoisko zajmowały maleńkie plastikowe pudełka z owadami, które miejscowi znawcy postukiwali przed zakupem, aby sprawdzić czy nadal żyją.

Poza żywymi zwierzętami na targu sprzedawano także karmę i akcesoria dla nich. Było też trochę stoisk z kwiatami. Cały targ był dla mnie naprawdę egzotyczną ciekawostką, ale muszę też przyznać, że nie podobały mi się warunki, w których trzymane były niektóre zwierzęta. Szczególnie koty i wiewiórki męczyły się w tych klatkach.

Targ znajduje się na obrzeżach starego miasta, przy Xizang Nan Lu, pięć minut drogi ze stacji metra Laoximen.

Tutaj zamieściłem galerię zdjęć z tego miejsca.

Tagi: Szanghaj
11:42, jah78
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 czerwca 2009
Lujiazui

Lujiazui w nocyPo południu chodziliśmy trochę po Lujiazui na Pudongu, czyli po okolicach Perły Orientu i najwyższych szanghajskich wieżowców. Trafiliśmy tam tuż po potężnej burzy, która oczyściła powietrze. Rzadko widuję nad Szanghajem tak błękitne i czyste niebo jakie mieliśmy dzisiaj.

Podobnie było poprzedniego dnia. Po silnym wietrze i burzach widziałem normalny (to jest barwny) zachód słońca, a nawet tęczę. Wykorzystałem te doskonałe warunki i wybrałem się na Lujiazui wczoraj wieczorem, żeby zrobić trochę nocnych zdjęć.

Dzisiaj byliśmy na Alei Nadrzecznej, czyli prawobrzeżnych bulwarach nad Huangpu. Spędziliśmy też trochę czasu w jednej z ogromnych galerii handlowych. 

Założyłem na Picassie oddzielną galerię dla Lujiazui. Będę ją pewnie w przyszłości jeszcze uzupełniał. Jest dostępna tutaj.

Tagi: Szanghaj
16:23, jah78
Link Komentarze (2) »
1856 Comic City

Wejście do 1856 Comic City1856 Comic City to sklep dla miłośników komiksów, a przede wszystkim japońskiej mangi. Odwiedziliśmy go dzisiaj z Dawidem. Sklep znajduje się przy zachodniej ulicy Nankińskiej (Nanjing Xi Lu) pod numerem 1856, nieopodal stacji metra Jing'an Temple.

Dużo czasu zajęło nam na odszukanie tego miejsca, ponieważ w Internecie nie znalazłem informacji o którą ulicę Nankińską chodzi. Założyłem, że chodzi o ulicę wschodnią, która pełni w Szanghaju funkcję reprezentacyjnego deptaka i wokół której jest najwięcej sklepów.

No i jak się okazało było to założenie błędne. 1856 Comic City położony jest daleko od centrum i zajmuje część nie reprezentacyjnego, ale raczej dość zwyczajnego budynku. Zgodnie z opisem sklep powinien zajmować dwa piętra, w tym jedno z grami konsolowymi. To piętro jednak, a także część drugiego była zamknięta i znajdowała się chyba w remoncie. Możliwe też, że właśnie przenoszą ten sklep lub nawet go likwidują.

Drugie piętro zajmowały stoiska z gadżetami z komiksów i kreskówek, głównie z mang i anime. Jeden z sklepów specjalizował się w figurkach sprowadzanych z Tokio i wyraźnie widać było, że są one lepiej wykonane od miejscowych. Były też dużo droższe. Poza tym była jeszcze masa sprowadzonych z Japonii płyt dvd i cd, oraz m.in. koszulki i plakaty, które można było projektować na miejscu.

13:43, jah78
Link
środa, 24 czerwca 2009
Lato w Szanghaju

Poranek w SzanghajuLato w tym klimacie jest trudne do wytrzymania. Bywają dni, kiedy powietrze jest niczym rozgrzana mokra wata. Dawid porównał to niedawno do pralni, w której właśnie prasują i unoszą się kłęby pary.

Niemal każdego ranka, gdy budzę się i wyglądam przez okno, widzę na niebie jednolitą białą plamę, przez którą przebija się słońce. We mgle giną bardziej odległe budynki. Wyjście z klimatyzowanego hotelu na ulicę jest niczym zanurzenie w gorącej zupie. W Polsce powietrze bywa takie tuż przed potężną burzą. Tutaj deszcz jednak zwykle nie nadchodzi, a kiedy nadejdzie nie przynosi ulgi.

Ulgę przynosi wiatr. Gdy wieje mocniej, jak dzisiaj, rozwiewa mgłę. Powietrze jest wtedy gorące, ale suche. Widoczność poprawia się niesamowicie, pojawia się błękitne niebo i wyłaniają się wieżowce Pudongu. Niestety takie warunki panują tu rzadko.

Pozostaje unikać najgorszych godzin, chroniąc się w klimatyzowanych wnętrzach. Na zewnątrz najlepiej wychodzić wieczorem albo wcześnie rano.

Tagi: Szanghaj
15:48, jah78
Link Komentarze (1) »
niedziela, 21 czerwca 2009
Królestwo Dzikich Owadów

Jeden z gadzich mieszkańców Królestwa OwadówOstatnim miejscem, które odwiedziłem tego dnia było „Naturalne Królestwo Dzikich Owadów”. Znajduje się ono na Lujiazui, około 300 metrów na północny zachód od Perły Orientu.

Wbrew nazwie najwięcej było tam drobnych gadów, żółwi i jaszczurek. Było też trochę ssaków, ryb, stonóg i pająków. Oczywiście były też terraria z owadami, do ciekawszych należały np. jedwabniki. Przy wejściu znajduje się sadzawka z rybami oraz automat z karmą dla nich.

To miejsce byłoby jeszcze ciekawsze dla osób z dziećmi. Na podziemnym poziomie znajduje się plac zabaw dla nich oraz specjalne wybiegi kóz, królików i podobnych atrakcyjnych dla dzieci zwierząt . Zdaje się zresztą, że zwiedzający o wzroście poniżej 80 centymetrów wpuszczani są za darmo. Jest to ciekawa miara, z którą spotykam się powszechnie w Chinach. Zniżki obowiązują ze względu na wzrost, a nie wiek dziecka.

Trochę zdjęć z tego miejsca zamieściłem tutaj.

Tagi: Szanghaj
16:01, jah78
Link
Oceanarium na Lujiazui

Jeden z rekinówPopołudnie spędziłem w szanghajskim oceanarium. Ulokowane jest na Lujiazui na Pudongu, tuż obok Perły Orientu. Wstęp kosztuje 120 RMB. Zwiedzanie oceanarium jest najciekawsze w godzinach karmienia zwierząt, ja byłem trochę wcześniej, ale nadal nie żałuję. Podglądanie morskiego życia oraz przejście, a może raczej przejazd (ruchomym chodnikiem), przez podwodny tunel, wśród rekinów, płaszczek i ogromnych żółwi jest samo w sobie niezłą atrakcją.

W oceanarium obowiązuje ruch w jednym kierunku. Nie można wracać się nie łamiąc przepisów i nie wspinając się po zablokowanych schodach. Warto na to zwrócić uwagę. Ja popełniłem błąd na początku, oglądając pierwszą salę dość pobieżnie. Przy wyjściu z oceanarium znajduje się wielki sklep z pamiątkami oraz restauracja.

Tutaj zamieściłem galerię zdjęć z tego miejsca.

Tagi: Szanghaj
15:19, jah78
Link Komentarze (1) »
Parzenie herbaty

Wybrałem się dzisiaj na Plac Ludowy do słynnego Muzeum Szanghajskiego. Po dłuższej chwili błądzenia po placu i sąsiadującym z nim parku udało mi się znaleźć muzeum, po czym załamałem się ujrzawszy kolejkę do wejścia. Wyglądała na co najmniej pół godziny stania, w dodatku w pełnym słońcu. Zrezygnowałem więc z muzeum, a już po chwili sama pojawiła się okazja do zrobienia czegoś innego.

Nieopodal muzeum poznałem troje młodych Chińczyków, którzy przejechali do Szanghaju na krótki urlop. Powiedzieli mi, że także zrezygnowali z wizyty w muzeum z podobnego powodu, a wybierali się właśnie na ceremonialne parzenie herbaty, na które mnie zaprosili. Spędziłem w ich towarzystwie bardzo miłe kilka godzin rozmawiając o Chinach i Polsce, a także oczywiście przyglądając się przygotowaniu i degustując kolejne gatunki herbat.

Na początku posadzono mnie na honorowym miejscu i pozwolono wybrać liczbę herbat, które mieliśmy spróbować. Mogłem wybrać spośród liczb: 6, 9, 10 i 11. Każda z nich ma w Chinach swoją symbolikę. Wybrałem szczęśliwą szóstkę, ku uldze pozostałych, bo herbaty w takich miejscach są bardzo drogie. Patrzyłem następnie na proces parzenia sześciu różnych herbat. Z niektórymi z nich związane były chińskie legendy, które z różnym skutkiem usiłowano mi przetłumaczyć. Każda z herbat miała posiadać właściwości lecznicze. Odmienny był proces zaparzania każdej z odmian. Herbaty z dodatkiem kwiatów zaparzane były w niższej temperaturze, a inne we wrzątku. Napój podawany były w maleńkich filiżaneczkach. Pierwsze porcje zaparzonej herbaty używane były do rozgrzewania tych naczynek.

Najciekawsza była naturalnie słodka herbata z dodatkiem kwiatów róży. Inną ze względu na jej wygląd Chińczycy porównali do smoczego oka. Ostatni, najbardziej gorzki gatunek jeszcze do niedawna, jak mi powiedziano, nie był dostępny dla zwykłych ludzi. Mogły go pić tylko ważne osobistości, jak np. przewodniczący Mao. Jedna z dziewczyn powiedziała, że jej tata nie uwierzy, że piła tą herbatę, w dodatku w towarzystwie Europejczyka.

UPDATE: wygląda na to, że padłem ofiarą popularnego w Szanghaju oszustwa, o czym można przeczytać z komentarzach poniżej. Ostrzegam, więc przed grupami "studentów", którzy na Placu Ludowym zapraszają cudzoziemców na ceremonię parzenia herbaty.

12:26, jah78
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3
statystyka