RSS
czwartek, 08 października 2009
Suhe

Fragment obrazu w jednej z galeriiSuhe to szanghajska dzielnica galerii artystycznych. Znajduje się przy ulicy Moganshan, na prawym brzegu strumienia Suzhou. Galerie których jest tu kilkadziesiąt mieszczą się w zaadaptowanych do tego celu starych magazynach. Można tu oglądać obrazy, fotografię, grafikę i rzeźby.

Żeby to wszystko obejrzeć potrzeba wielu godzin. Wczoraj nie miałem tyle czasu więc odwiedziłem tylko kilka galerii. Z przyjemnością wróciłbym tam na dłużej, ale przed wyjazdem pewnie nie znajdę już czasu. Żałuję trochę, że odkryłem to miejsce tak późno.

Wzdłuż brzegów strumienia Suzhou na Moganshan Lu ciągnie się ponadto długi mur z dość ciekawym graffiti. Malowanym jednak chyba głównie przez obcokrajowców. Wczoraj wiedzieliśmy nawet jednego w czasie pracy.

Na Moganshan Lu najlepiej dotrzeć ze stacji metra Zhongtan Road. Należy przejść przez most na Suzhou, a następnie skręcić w pierwszą ulicę w lewo, na południe od mostu. Można też spróbować dojść spod Świątyni Nefrytowego Buddy, która znajduje się kilkaset metrów na południowy zachód.

Fragment obrazu w jednej z galerii

Tagi: Szanghaj
04:07, jah78
Link Komentarze (2) »
środa, 07 października 2009
Świątynia Nefrytowego Buddy

Świątynia Nefrytowego BuddyŚwiątynia Nefrytowego Buddy jest jedną z najbardziej znanych szanghajskich świątyń. Zwiedziłem ją dzisiaj. Świątynia jest znana z posągu Buddy wyrzeźbionego w bloku białego nefrytu. Rzeźba ma blisko 2 metry wysokości i waży przeszło tonę. Sprowadzono ją do Szanghaju pod koniec XIX wieku z północnej Birmy.

Świątynia znajduje się w pobliżu skrzyżowania JiangNing Lu i AnYuan Lu, około 2 km na północ od stacji metra West Nanjing Road. Wstęp do świątyni kosztuje 20 RMB, dodatkowe 10 RMB płaci się za wstęp do sali Nefrytowego Buddy.

Posągu Nefrytowego Buddy nie wolno fotografować, natomiast kilka zdjęć z samej świątyni zamieściłem tutaj.

13:08, jah78
Link
wtorek, 06 października 2009
Pożegnanie z Hongkongiem

Pan z ptakami w ogrodzie na Yuen PoOstatni dzień w Hongkongu rozpocząłem od wycieczki do Ptasiego Ogrodu przy Yuen Po Street. Jest to miejsce, gdzie Chińczycy przynoszą klatki ze swoimi ptakami. Rankiem było ich kilkunastu. Obok ogrodu znajduje się niewielki ptasi bazar, który przypomina nieco szanghajski Wanshang, z tą różnicą że jest mniejszy i są tu wystawiane wyłącznie ptaki, pokarm i akcesoria dla nich.

W okolicach stacji Prince Edward jest jeszcze kilka bazarów. Tuż obok ogrodu ptaków znajduje się na przykład bazar kwiatów. Wszystkie one jednak budziły się dopiero do życia. Hongkong wstaje chyba znacznie później niż Szanghaj. Przed 10 otwierane były dopiero pierwsze stoiska. W Szanghaju o tej porze interesy kwitły by już w najlepsze.

Pospacerowałem jeszcze trochę po Kowloonie, po czym udałem się na Central, na wyspie Hongkong. Tu spędziłem jakąś godzinę, a następnie odebrałem swój bagaż, który czekał na mnie w przechowali stacji Hongkong i odjechałem na hongkońskie lotnisko.

Nathan RoadOgólnie Hongkong jest taki jakby wziąć Szanghaj, mocno ścisnąć i umieścić między górami a wodą. Wydaje mi się przez to bardzo intensywny, wszystko tutaj musi się zmieścić na małej przestrzeni. Miasto robi też bardzo kosmopolityczne wrażenie. Ościenne dzielnice zamieszkane są oczywiście przez morze Chińczyków, ale w samym centrum, szczególnie okolicach Tsim Sha Tsui, gdzie był mój hostel, mieszka mnóstwo imigrantów: z Indii, Afryki i krajów muzułmańskich. Jest także trochę białych. Do tego dochodzi ogromna ilość turystów.

Spore wrażenie zrobiło na mnie chińskie miasto, w którym naprawdę przestrzega się przepisów. Przez trzy dni nikt nie próbował mnie przejechać motocyklem na chodniku, ani autobusem gdy przechodziłem na zielonym świetle przez skrzyżowanie. Czułem się jak w Europie, a nie Azji.

Z drugiej strony pełno było w tym mieście zakazów. Rozumiem i popieram zakaz karmienia latających szczurów, ale już na przykład zakaz picia napojów w pociągach metra pod groźbą surowego mandatu nie był dla mnie do końca zrozumiały.

Piętrowe tramwajePopołudnie spędziłem już na hongkońskim lotnisku. Powierzchnię ma chyba mniejszą od szanghajskiego Pudongu, ale jest dużo bardziej ruchliwe. Wydało mi się przez to trochę nerwowe. Tu odbywały się po dwie odprawy w jednym miejscu, numery się zmieniały, ludzie biegali od bramki do bramki i ciężko było znaleźć wolne miejsca siedzące. Było to bardzo inne od spokojnego, leniwego oczekiwania na samolot na Pudongu.

Do Szanghaju wróciłem wieczorem niemal bez przygód, jeśli nie liczyć niewielkich turbulencji w czasie lotu.

Trochę zdjęć z ostatniego dnia w Hongkongu umieściłem tutaj.

Tagi: hongkong
05:49, jah78
Link
niedziela, 04 października 2009
Dzień w Hongkongu

Pokazy w Parku KowloonNajważniejsze atrakcje turystyczne Hongkongu zaliczyłem już pierwszego dnia. Na dzisiaj nie miałem wielkich planów. Chciałem pokręcić się trochę po mieście, żeby poczuć jego klimat. Jeździłem piętrowymi tramwajami, spacerowałem po Sheung Wan na wyspie Hongkong i Tsim Sha Tsui na Kowloonie, płynąłem promem z wyspy na Kowloon i chodziłem po sklepach na Mong Kok.

W Parku Kowloon natrafiłem na pokazy sztuk walki – Kung Fu i Tai Chi. Pokazy te zachwyciły mnie, więc spędziłem tam mnóstwo czasu.

Wieczorem poszedłem jeszcze na wybrzeże by zrobić trochę nocnych zdjęć wyspy. Trafiłem na przedstawienie ze światłami i laserami, zainstalowanymi na wieżowcach Hongkongu. Chyba odbywa się codziennie o 20, a na pewno w niedzielę jak dzisiaj. Na początku pokazu wyczerpały mi się baterie w aparacie, więc go nie uwieczniłem. Trochę szkoda, bo było na co popatrzeć.

Fotorelacja z dzisiejszego dnia jest dostępna tutaj.

Tagi: hongkong
17:18, jah78
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 października 2009
Makau

Fasada katedry św. PawłaPopłynąłem dzisiaj na Makau. Rejs promem z Hongkongu trwa około godziny. Sporo czasu zajęło mi odnalezienie przystani na Kowloonie. Wbrew temu czego oczekiwałem nie znajduje się ona w tym samym miejscu co dla lokalnych promów. Zapytałem w informacji turystycznej i niczego nie zrozumiałem. Znowu. Nadal mam ogromne kłopoty z porozumiewaniem się z hongkońskimi Chińczykami. Wolę już chyba dogadywać się na migi z tymi z kontynentu. Ci z Hongkongu wytworzyli na bazie angielskiego jakieś własne narzecze, jeśli chodzi o wymowę, bardzo odległe od standardowego angielskiego.

Podróż do Makau, podobnie jak do Hongkongu, jest traktowana jako wyjazd za granicę, więc trochę czasu zajęły mi graniczne formalności. Ostatecznie na miejsce dotarłem około 11. Wypłaciłem z bankomatu trochę lokalnej waluty (pataca). Zupełnie niepotrzebnie, bo w użyciu były wszędzie hongkońskie dolary. Obydwie waluty są ze sobą związane na sztywno (kurs jeden do jednego).

Makau jest znacznie spokojniejsze od Hongkongu. Od dawna nie czułem się w żadnym miejscu tak dobrze jak tam. Jest trochę jak europejskie miasto, pełno w nim katolickich kościołów i budowli przypominających te z południa Europy. Oczywiście ma przy tym wiele chińskich akcentów. Przy każdym domu na przykład znajduje się niewielki ołtarzyk, w którym pali się trociczki. Znajduje się przy wejściu, albo na rogu budynku.

Symbolem miasta jest fasada zrujnowanej katedry św. Pawła. Kościół ten spłonął niegdyś w czasie tajfunu. Wokół niej ciągną się targowe uliczki. Handlarze częstują na ulicy swoim towarem. Można tu kupić między innymi pyszne ciasteczka.

Stare miasto jest niczym wielki labirynt. Ulice są wąskie i kręte, wznoszą się i opadają na zboczach wzgórz. Na szczęście w całym mieście pełno jest tabliczek wskazujących większe turystyczne atrakcje. Bez tej pomocy zgubiłbym się dzisiaj wielokrotnie.

Bliżej wybrzeży, na wschodzie półwyspu znajdują się kasyna. Makau to takie chińskie Las Vegas, kasyn jest tu co najmniej kilkanaście.

Do Hongkongu wróciłem wieczorem. W drodze powrotnej promem strasznie kołysało, część ludzi się pochorowała. Ja też nie czułem się najlepiej i z ulgą pożegnałem się z tą łodzią.

Moje zdjęcia z Makau można zobaczyć tutaj.

Tagi: Makau
16:11, jah78
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 października 2009
Hongkong

Nocny widok z Victoria PeakDzisiejszy dzień rozpocząłem od spaceru po wybrzeżu Kowloonu, skąd widać było wyspę Hongkong. Rano na Kowloonie było dość spokojnie, tylko trochę turystów. Na wybrzeżu zaliczyłem spotkanie z hinduskim ściemniaczem-wróżbitą. Cała ich szajka zajmuje się tam nagabywaniem turystów.

Miasto jest wielonarodowe, najwięcej oczywiście jest Chińczyków, ale dość często spotyka się właśnie Hindusów oraz białych.

Z Kowloonu pojechałem kolejką miejską na wyspę Lantau. Znajduje się tam lotnisko i gigantyczny posąg Buddy, który odwiedziłem. Hongkong jest bardzo ładnie położony. Miasto rozciąga się na wzgórzach, tuż nad brzegiem morza. Niektóre z tych wzgórz są bardzo wysokie, ze szczytów spływają wodospady. Tak było na wyspie Lantau. Do posągu Buddy dotarłem kolejką linową.

Tego dnia zaliczyłem jeszcze krótką przejażdżkę piętrowym tramwajem na wyspie Hongkong, niestety wyjątkowo zatłoczonym, ale pewnie będę miał jeszcze okazję powtórzyć to w lepszych warunkach. Potem wjechałem na Szczyt Victorii. Kursuje tam specjalny tramwaj, który miejscami wjeżdża pod górę pod kątem 45 stopni. Żeby dostać się do tego tramwaju wystałem mnóstwo czasu w przeszło stumetrowej kolejce. Nigdy jeszcze nie stałem w takiej, ale rekord został pobity jeszcze tego samego dnia, gdy wracałem – kolejka była jeszcze dłuższa.

Ze szczytu Victorii rozciąga się wspaniały widok na miasto (na zdjęciu).

Jakie są moje wrażenia? To miasto jest niesamowicie intensywne. To chyba dlatego, że wszystko jest tu tak ściśnięte. Wyspy, morskie zatoki i krajobraz z wysokimi wzgórzami sprawiają, że trochę żałuję że spędziłem te 6 miesięcy w Szanghaju, a nie właśnie tutaj. Wszyscy mówią po angielsku, choć miejscowi Chińczycy mają taką wymowę, że czasem za nic nie mogę ich zrozumieć. Ciekawe są hongkońskie pieniądze. Bardzo zróżnicowane. Mam w portfelu pięć banknotów 20-dolarowych i każdy z nich jest zupełnie inny.

Zdjęcia z pierwszego dnia w Hong Kongu zamieściłem tutaj.

Tagi: hongkong
16:28, jah78
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 października 2009
Wyjazd do Hongkongu

Pokój w hostelu na KowlooniePojechałem na chińskie święta do Hong Kongu. Zastawiłem za sobą miasto tonące w deszczu i niekończącą się defiladę w chińskiej telewizji. Przed chwilą się zainstalowałem w hostelu i włączyłem telewizor, a ona nadal trwa – dzisiaj 60 rocznica proklamowania Chin Ludowych.

Mam za sobą ciężki dzień, bo nie lubię latać, a była to jedyna możliwość aby tu dotrzeć. Bilety kolejowe jak pisałem w poprzednim wpisie były nie do zdobycia. Całe przedpołudnie w Szanghaju stresowałem się tym lotem. W dodatku ktoś straszył mnie kwarantanną spowodowaną świńską grypą, a że jestem trochę przeziębiony to miałem dodatkowy powód do stresu. Na szczęście służby medyczne okazały się wcale nie tak skrupulatne jak to opisywano i szybko przez to przeszedłem.

Miasto na ile mogę się zorientować jest czasem podobne do innych chińskich, a czasem zupełnie inne, jak zachodnie. Pewnie coś o tym napiszę więcej, choć bez przesady blog miał być przecież o Szanghaju. Na razie zresztą niewiele widziałem. Trochę wody i wieżowców po drodze (a było już po zmroku) i niebywale zatłoczone ulice na Kowloonie gdzie mieszkam.

Przyjechałem kolejką z lotniska oraz metrem. Strasznie dużo kosztowała mnie kolejka, ale to dlatego że przesiadłem się za późno. Pojechałem na samą wyspę Hongkong, a powinienem był spróbować wysiąść już na Kowloonie. W metrze i kolejce posługiwałem się Octopus card, którą zdobyłem jeszcze na lotnisku.

Mój pokój (za zdjęciu) jest masakrycznie mały. Łóżko, szafka i ciasna łazienka z prysznicem i sedesem właściwie w jednym miejscu. Tego jednak już wcześniej się spodziewałem – we wszystkich hostelach tak tu jest, ze względu nie gigantyczne ceny ziemi w tej okolicy.

W mieście jest bardzo gorąco. Jest 21:30, a temperatura w granicach 30 stopni Celsjusza. W Szanghaju było tak ostatnio w sierpniu.

Tagi: hongkong
15:35, jah78
Link Komentarze (7) »
środa, 30 września 2009
Złoty tydzień

Jutro zaczyna się chiński złoty tydzień. Nadchodzą dwa święta połączone w ten sposób, że ogółem wolnych będzie osiem dni. Najpierw 1 października narodowe święto Chin Ludowych, potem w przyszłym tygodniu Festiwal Środka Jesieni. Pozostałe dni wolne odrabiamy w weekendy. Jeden odrobiliśmy już w ostatnią niedzielę, a drugi będziemy odrabiać w sobotę po świętach.

Chińczycy masowo wyruszają w tym czasie w podróż, do rodziny, czy po prostu gdzieś na prowincję. Część już wyruszyła. W biurze pustki, wiele osób wzięło urlopy żeby mieć wolne całe dwa tygodnie.

Bilety kolejowe na nadchodzący okres okazały się nie do zdobycia. Na 10 dni przed jednym z pociągów wykupione były już wszystkie miejsca, nawet siedzące. Bilety na pociąg można dostać najwcześniej właśnie 10 dni przed wyjazdem. Oznacza to, że zostały wykupione wcześnie rano już pierwszego dnia. Pewnie przez agencje turystyczne.

03:39, jah78
Link
wtorek, 29 września 2009
Zagadkowy owad

Zagadkowy owadTakie właśnie stworzenie odwiedziło mnie w pokoju kilka dni temu. Owad miał 3,5-4 cm długości, był zielony i moim zdaniem przypominał trochę zwinięty liść co mogłoby wskazywać, że normalnie kryje się gdzieś na drzewach. Dobrze lata, bo inaczej nie dostałby się na 21 piętro. Miałem nadzieję, że jest cykadą, ale obejrzałem trochę zdjęć i doszedłem do wniosku, że jednak nie. Może ktoś z Was potrafi mi powiedzieć co to jest.

16:21, jah78
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 września 2009
Pan Men i Tygrysie Wzgórze

Pan MenTę sobotę, ostatni wolny dzień przed chińskimi świętami, spędziłem w Suzhou. Poprzednim razem nie udało mi się zobaczyć wszystkiego co chciałem.

Koncert w świątyni Wu ZixuProsto z dworca udałem się na postój taksówek. Doświadczenie, które zdobyłem za pierwszym razem, pozwoliło mi od razu ominąć handlarzy i naciągaczy. Pojechałem na południe miasta pod Zawiniętą Bramę (Pan Men). Brama ta ma 2500 lat, choć oczywiście w tym czasie była wielokrotnie przebudowywana. Jest bramą lądowo-wodną, to znaczy że można było też kiedyś pod nią przepływać, o ile nie przeszkadzało to obrońcom miasta. Wokół bramy rozciąga się piękny park z fragmentem murów obronnych, niewielką świątynią poświęconą budowniczemu miasta Wu Zixu oraz Pagodą Ruiguang. Pagoda także jest stara, ma przeszło tysiąc lat. Na jej szczyt można się dostać po ciasnych schodkach z nisko osadzonymi sklepieniami, przez co wchodzi się dość trudno. Niestety nie wszędzie mogłem dotrzeć, a to dlatego że pagoda była akurat w remoncie. Na najwyższych poziomach w ogóle nie można było wyjść na zewnątrz. Może ze względu na remont, a może wyjścia są zamknięte na stałe.

Spod bramy Pan Men poszedłem do świątyni konfucjańskiej na RenMin Lu. Stamtąd do Ogrodu Pawilonu Błękitnej Fali, gdzie mogłem odetchnąć trochę od bardzo hałaśliwego miasta. Chciałem iść jeszcze do Ogrodu Mistrza Sieci, ale wygląda on na zamknięty. Od strony ulicy ShiQuan nie można było wejść do środka. Nie widziałem wewnątrz żadnych ludzi, więc od drugiej strony nawet nie sprawdzałem. Pojechałem na obiad pod Pagodę Północnej Świątyni. Znajduje się tam restauracja sieci Da Niang Dumpling, którą znam już z wielu podróży (restauracje tej sieci ulokowane są często przy dworcach kolejowych) i lubię. Można tam zjeść tanie i bardzo dobre pierogi.

Pagoda na Tygrysim WzgórzuW związku z zamknięciem Ogrodu Mistrza Sieci pozostało mi mnóstwo czasu, a że jak napisał podobno poeta chiński Su Shi: „kto był w Suzhou, a nie odwiedził Tygrysiego Wzgórza, będzie żałował całe życie”, to pojechałem właśnie tam.

Tygrysie Wzgórze znajduje się północny zachód od centrum i żeby tam dotrzeć ze starego miasta potrzebna jest taksówka. Pojazd który złapałem był dość specyficzny. Kierowca był w porządku, sympatyczny, nawet próbował coś do mnie mówić po angielsku. Ale jego samochód wyglądał jakby miał się za chwilę rozpaść. Rzęził, gasł na skrzyżowaniach i koła miał chyba niezbyt proste. Kierowca próbował wydusić z tej maszyny wszystko, chwilami jechał tak szybko, że bałem się że rozjedziemy któregoś z rowerzystów. Nieustannie przy tym trąbił. Poruszanie się po chińskich ulicach nie robi już na mnie takiego wrażenia jak kiedyś, ale muszę przyznać że ta jazda była wyjątkiem.

Na miejscu okazało się, że Chińczycy wzięli sobie słowa poety Su Shi do serca i przybyli tłumnie. Na szczęście park wokół wzgórza jest wielki i łatwo znaleźć w nim spokojne, rzadziej uczęszczane miejsca. Główną atrakcją wzgórza jest pochylona pagoda Yunyan. Nazywana „chińską Krzywą Wieżą”, ze względu na bezpieczeństwo nie jest udostępniona do zwiedzania. W parku natrafiłem na coś w rodzaju koncertu, czy może konkursu. Była telewizja i jakaś chińska gwiazda muzyki albo filmu, którą proszono o autografy i wspólne zdjęcia. Sama nie występowała, wyglądało to tak jakby zasiadła w jury konkursu.

Ciekawe były tabliczki ostrzegawcze w tym parku. Ktoś próbował napisać hasła zachęcające do ochrony parku i ogólnie przyrody w bardzo wyszukany, poetycki sposób. Być może po chińsku się nawet udało, ale hasła wiele straciły w tłumaczeniu.

Sesja zdjęciowaPostanowiłem wrócić na dworzec z Tygrysiego Wzgórza piechotą. Odległość na mapie nie wydawała się duża. Nie wziąłem pod uwagę, że w chińskich miastach nigdy nie jest tak prosto. Zawsze jest jakaś budowa i wszystko jest rozkopane, albo brakuje chodnika. Trochę pobłądziłem bo ulica, która na mapie wyglądała na ważną, w rzeczywistości okazała się ciasną alejką z bazarem owoców, rąbanego na ulicy mięsa i kurczaków. W końcu jednak trafiłem na ulicę, którą znałem już z poprzedniego razu i stamtąd na dworzec przedostałem się dość szybko.

Moje zdjęcia z soboty w Suzhou można obejrzeć tutaj.

Ceny dojazdów i biletów wstępu: miejsce drugiej klasy w pociągu D z Szanghaju – 26 RMB, taksówka z dworca pod Pan Men – 16 RMB, park Pan Men – 25 RMB, Pagoda Ruiguang – 6 RMB, Świątynia Konfucjusza – za darmo, Pawilon Błękitnej Fali – 20 RMB, taksówka z okolic Ogrodu Mistrza Sieci pod Północną Świątynię – 11 RMB, podwójna porcja pierogów w DN Dumpling – 7 RMB, taksówka spod Północnej Świątyni pod Tygrysie Wzgórze – 17 RMB, park Tygrysiego Wzgórza – 60 RMB.

Tagi: Suzhou
18:24, jah78
Link
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
statystyka