RSS
czwartek, 24 września 2009
Chiński dentysta

Byłem dzisiaj u chińskiego dentysty. Tak naprawdę nie było to konieczne, wytrzymałbym pewnie do powrotu do Polski. Zapytałem jednak o dentystów Junyi, chińską koleżankę, a ona przejęła się tym bardziej ode mnie i przygotowała opis jak dotrzeć do kliniki oraz notatki po chińsku do pokazania w recepcji. Głupio byłoby nie skorzystać z tak przygotowanej pomocy, więc poszedłem. A razem ze mną kolega, który również potrzebował wizyty u dentysty.

Klinika miała być państwowa, Chińczyków zadziwił pomysł, że ktoś mógłby chcieć pójść do lekarza prywatnego. Podobno ci najlepsi pracują właśnie w szpitalach państwowych. Jestem zresztą skłonny się z tym zgodzić. Przypadkiem zobaczyłem niedawno prywatny chiński gabinet dentystyczny w jednej z bocznych uliczek Tongli. Nie wyglądało to najlepiej i na wizytę w takim miejscu na pewno bym się nie zdecydował.

Warto wspomnieć przy okazji, że chociaż szpitale są tu państwowe, to ogromna większość ludzi nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, za każdą wizytę należy zapłacić. Najbiedniejszych na leczenie w szpitalach nie stać.

Klinika którą mi polecono znajduje się na ZhaoJiaBang Lu pod numerem 685. Od poniedziałku do piątku miał tam przyjmować lekarz mówiący po angielsku. Poszliśmy tam ze stacji Xujiahui, co okazało się nie najlepszym wyborem. Jest kilka bliższych stacji na innych liniach metra, a idąc z Xujiahui przedzieraliśmy się przez kolejne place budowy.

W klinice trafiliśmy na szczęście na dziewczynę, która mówiła trochę po angielsku. Gdyby nie ona to pewnie nie udałoby się zarejestrować. Rejestracja kosztowała 11,5 RMB od osoby, choć nasza pomocniczka mówiła że dwadzieścia (chyba po prostu nie wiedziała jak powiedzieć "jedenaście i pół"). Naszej rejestracji z niedowierzaniem przyglądali się starsi Chińczycy. Później poprowadzono nas do właściwej sali.

Sala była niezwykła. Nie było tam żadnych gabinetów i wszystkie zabiegi odbywały się w jednym miejscu. Poszczególne punkty zabiegowe oddzielone były tylko niskimi ściankami. Sala zabiegowa połączona była z poczekalnią, tak więc oczekujący na swoją kolej mogli przyglądać się jednemu z pięciu jednocześnie przeprowadzanych zabiegów.

Po dłuższym oczekiwaniu znalazła mnie lekarka. Sam nie zorientowałbym się do którego z punktów mam się udać. Jednak ciężko tu jest bez znajomości chińskiego pisma i języka. Lekarka faktycznie mówiła po angielsku i to całkiem nieźle. Wysłała mnie jeszcze na prześwietlenie zęba, które kosztowało 10 RMB, a w sumie nie było konieczne. Potem zaczął się zabieg. Nic niezwykłego, było tak jak zwykle u polskich dentystów. Za zabieg zapłaciłem 92,3 RMB. Cała wizyta kosztowała mnie więc 113,8 RMB, czyli niecałe 50 złotych.

Tagi: Szanghaj
09:06, jah78
Link Komentarze (3) »
środa, 23 września 2009
Restauracja tybetańska

Wybraliśmy się wczoraj od restauracji tybetańskiej. Znajduje się ona na TianYaoQiao Road 666, na dolnym poziomie Stadionu Szanghajskiego, tuż obok schodów nr 5 i biura autobusów turystycznych.

Restauracja przypomina trochę ujgurską w której byliśmy kiedyś. W tym sensie, że jest tu scena, występuje zespół muzyczny, a goście zapraszani są do wspólnych tańców i śpiewania. Jedzenie okazało się pyszne. Wybraliśmy chyba z dziesięć potraw i każda z nich była naprawdę dobra. Przesadziliśmy trochę z ilością dań, bo porcje były dość duże. Ceny w granicach 15-40 RMB za potrawę, choć widziałem też w menu kilka znacznie droższych. Do jedzenia zamówiliśmy tybetańską herbatę z mlekiem i masłem, jest bardzo dobra.

Żałuję trochę, że odkryliśmy to miejsce tak późno, na kilka tygodni przed powrotem.

04:16, jah78
Link
niedziela, 20 września 2009
Tongli

TongliTongli jest kolejnym chińskim „miastem na wodzie”, które odwiedziłem. Większym i znacznie bardziej popularnym niż Wuzhen. W znacznie większym stopniu niż tamto miasteczko funkcjonuje pod turystów, co wcale nie oznacza, że nie jest autentyczne.

Pojechałem tam autokarem spod stadionu szanghajskiego. Na tej trasie, na szczęście, nie ma chińskiego przewodnika, biuro zapewnia wyłącznie dojazd na miejsce i powrót do Szanghaju. Karnet za autokar, wstęp do starego miasta i muzeów kosztował 130 RMB. Z jego pomocą mogłem dostać się niemal wszędzie. Wyjątkiem było Muzeum Dawnej Chińskiej Kultury Seksualnej, gdzie musiałem zakupić oddzielny bilet w cenie 20 RMB.

Muzeum gromadzi eksponaty związane z historią erotyki w Chinach i jest jedną z najciekawszych atrakcji turystycznych Tongli. Niespodziewanie dla mnie okazało się też dość duże. Trzeba zarezerwować na nie trochę więcej czasu. Wewnątrz obowiązuje całkowity zakaz fotografowania.

Większą część dnia spędziłem chodząc po ulicach miasta, pomniejszych muzeach oraz ogrodach. Tongli jest bardzo ładne, ale w niedzielę niestety także zatłoczone. Przez niektóre z wąskich mostów czy uliczek chwilami trudno było przejść. Największe tłumy napotkałem w okolicach Sanqiao – potrójnego mostu, gdzie krzyżuje się kilka głównych szlaków. Mimo to, nie żałuję że tam pojechałem.

Moje zdjęcia z Tongli można obejrzeć tutaj.

Tongli

Tagi: Tongli
17:03, jah78
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 września 2009
Changzhou

ChangzhouPojechałem w tą sobotę do Changzhou. To dość duże, bo kilkumilionowe miasto, położone nad Wielkim Kanałem. Znajduje się około 200 km na północny zachód od Szanghaju. Przebiega przez nie linia kolejowa do Nankinu, dlatego dość łatwo tam dojechać pociągiem.

W Changzhou znajduje się Pagoda Tianning – najwyższa pagoda na świecie (154 m), obok niej wielki kompleks Świątyni Tianning, a nieopodal mniejsza lecz znacznie starsza Pagoda Pędzla do Pisania (Wenbi Ta). Pagody i świątynie otacza wielki i piękny Park Czerwonej Śliwy (Hongmei Yuan). Spędziłem tam większą część dnia. Na północy miasta znajduje się jeszcze park ze skamielinami i kośćmi dinozaurów, którego jednak nie zwiedzałem.

Do pagód z dworca doszedłem piechotą, to zaledwie 15-20 minut marszu ulicami Heping i Xinmin. Karnet do świątyni i pagody Tianning kosztował 80 RMB. 5 RMB zapłaciłem za wstęp do Pagody Wenbi Ta. Również po 5 RMB płaci się za wstęp do każdego z kilku małych muzeów, które rozsiane są po parku.

Changzhou ogólnie nie jest miejscowością turystyczną. Ma to dwojakie konsekwencje. Po pierwsze gdy wyszedłem z dworca nie musiałem się przedzierać przez tłumy naciągaczy i sprzedawców map. Po drugie gdziekolwiek się pojawiłem budziłem sensację. Ludzie przyglądali mi się, a ci mniej rozgarnięci gapili się na mnie z rozdziawionymi gębami. Rodzice uczyli dzieci mówić „Hello” kiedy mnie widzieli i zatrzymywali się żeby ich pociechy mogły mi się lepiej przyjrzeć. Nie było to zupełnie niemiłe, niektórzy z tych ludzi uśmiechali się do mnie, ale chwilami miałem tego dość.

Galerię zdjęć z tego dnia można obejrzeć tutaj.Akwaria w parku

Tagi: Changzhou
16:00, jah78
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 września 2009
Plantacje herbaty

Plantacja herbaty w okolicach HangzhouZ plantacjami herbaty w Chinach zetknąłem się po raz pierwszy w czasie wyjazdów w okolice Hangzhou. Znajduje się ich tam bardzo wiele. Najczęściej widywałem je na stokach wzgórz. Krzewy herbaty sadza się w długich rzędach. Zazwyczaj stoki wzgórz zachowują naturalną pochyłość, ale czasem ludzie przekształcają je tworząc piętrowe tarasy porośnięte rzędami krzewów. Skarpy zbudowane są zwykle z kamieni.

Plantacja herbaty w okolicach HangzhouKrzewy nie mają w ogóle zapachu herbaty. Świeżo zerwany liść pachnie podobnie jak liście innych krzewów czy drzew. Charakterystyczny zapach powstaje dopiero w procesie produkcji herbaty, być może w czasie fermentacji.

Ze wzgórz Longjing na południowy zachód od Hangzhou pochodzi słynna herbata Longjing. Tradycja upraw tej herbaty liczy przeszło tysiąc lat.

Plantacja herbaty na górze Mogan

04:20, jah78
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 września 2009
Wuzhen

WuzhenZarzekałem się po Moganshan, że więcej na zorganizowaną wycieczkę nie pojadę, tymczasem pojechałem już dzisiaj, choć w ogóle tego nie planowałem. Nie było jednak tak źle, bo miałem swobodę kiedy jej potrzebowałem, a później pouczającą okazję do obserwowania Chińczyków w czasie ich wypoczynku.

Nieoczkiwane spotkanie na mostku:)Postanowiłem, że tą niedzielę spędzę w Wuzhen, jednym z chińskich shui xiang, czyli miast na wodzie. Na kilku różnych stronach internetowych przeczytałem, że najlepiej dostać się tam autokarem ze stadionu piłkarskiego Hongkou. Autobus, kursujący w święta i weekendy, miał wyjechać o ósmej rano. Informacja okazała się niepełna i nieaktualna. Przede wszystkim nigdzie nie mogłem przeczytać, że autokar jest z przewodnikiem. Choć pewnie powinienem był się domyśleć że to standard, bo bez prowadzącego krzykacza Chińczycy nigdzie się nie ruszą.

Nie zgadzała się też godzina odjazdu, ze stadionu piłkarskiego autobus odjeżdżał o 8:30. I zamiast jechać prosto do Wuzhen, zatrzymał się jeszcze na stadionie szanghajskim, skąd odjeżdża większość autobusów turystycznych. Stadion szanghajski opuściliśmy o 9:30. Brak tej informacji zirytował mnie trochę, bo oznacza to, że mogłem spać tej niedzieli przeszło godzinę dłużej.

Bilet nabyłem w kasie pod stadionem piłkarskim. Wycieczka kosztowała 165 juanów. W cenę wliczony był wstęp do Wuzhen i jego muzeów oraz powrót do Szanghaju. Obiad natomiast należało sobie zapewnić samodzielnie. Z obsługą, ogólnie rzecz biorąc, można było dogadać się po angielsku, ale tylko w najprostszych kwestiach.

Łodzie i kanałyW autobusie, przez pierwsze pół godziny, słuchałem wrzasków przewodniczki. Ta mówiła coś z przejęciem oraz zdaje się, że opowiadała dowcipy z których sama się śmiała. Nawet Chińczycy, którzy ją rozumieli, rzadko kiedy się przyłączali. Na miejsce dojechaliśmy około 11:30. Okazało się, że na Wuzhen mam trochę mniej czasu niż początkowo sądziłem, a to dlatego że na późne popołudnie przewidziano inne atrakcje. Była to właśnie jedna z tych kwestii, zbyt skomplikowanych by je dla mnie wyjaśnić po angielsku. Nie narzekałem jednak, umówiłem się z grupą na godzinę odjazdu po czym oddaliłem się od nich i rozpocząłem samodzielne zwiedzanie.

Wuzhen ciągnie się długimi ulicami wzdłuż brzegów kanału. Uliczki, z jednej strony dość wąskie, poprzecinane są poprzecznymi kanałami, które pokonuje się po niewielkich mostkach. Co w tym miejscu jest ciekawe, to że to miasteczko autentycznie żyje. To nie atrakcja zrekonstruowana dla turystów, ale prawdziwe stare miasto, gdzie ludzie nadal zwyczajnie sobie żyją, piorą ubrania w kanałach czy spotykają się by pograć w mahjonga. Pomiędzy tym wszystkim oczywiście znajduje się masa atrakcji dla turystów, łodzie, muzea, sklepiki z pamiątkami czy pokazy pracy rzemieślników.

Rzeźby w drewnieSpośród muzeów najciekawsze było muzeum rzeźby w drewnie. Niektóre z eksponatów były naprawdę pięknie wykonane. Do pokazów rzemieślniczych z kolei można nawet było się przyłączyć. Na przykład spróbować swoich sił w przędzalni. W miasteczku można napić się herbaty w herbaciarni, albo mocnego wina ryżowego sanbai, które wyrabiane jest w miejscowej destylarni. Proces wyrobu wina ryżowego można tu podejrzeć, a także kupić gotowy produkt (39 RMB za pół litra).

Jedyne co mi przeszkadzało w tym miejscu to chińskie wycieczki. Od swojej się oddaliłem na dobre, ale co chwilę wpadałem na inne. To prawdziwy koszmar trafić do miejsca, gdzie spotkały się akurat dwie grupy i przewodnicy zaczynają przekrzykiwać się nawzajem przez skrzeczące głośniki czy megafony.

Z Wuzhen wyjechaliśmy przed 15. Udaliśmy się do świątyni Fuyun w Tongfu (kilka zdjęć). To bardzo stara i piękna świątynia, ale nie miałem okazji dobrze jej obejrzeć. Zatrzymaliśmy się tam na 10 minut. Przewodniczka pokrzyczała trochę, po czym zapakowaliśmy się do autobusu i pojechaliśmy. Nie mogę jednak zbytnio narzekać, bo gdyby nie oni to pewnie nie zobaczyłbym tego miejsca w ogóle. Nie warto byłoby dla samej świątyni przyjechać tu z Szanghaju.

Na koniec udaliśmy się do chińskiej atrakcji dnia, czyli wielkiego bazaru przy którym zatrzymywały się autokary z turystami. Były tu głównie różnego rodzaju przekąski, od kurzych łap i suszonych ośmiornic po całkiem niezłe (próbowałem już niektórych wcześniej) chińskie słodycze. W osobnych pokojach sprzedawano herbatę. Każdy kto wszedł do środka dostawał próbkę – niewielki kubek z zieloną herbatą, naparem z rumianku albo czymś podobnym. Chińczycy robili wszystko żeby zdobyć jak najwięcej kubków, po czym przelewali sobie napój do termosów. Kupujących widziałem niewielu, choć muszę przyznać że jednak jacyś byli.

Wreszcie gdy ta atrakcja została zaliczona wyruszaliśmy w drogę powrotną. W Szanghaju byłem około 19. Wnioski jakie nasuwają mi się z dzisiejszego dnia są następujące: Wuzhen jest pięknym i autentycznym miasteczkiem, gdybym miał więcej czasu to spróbowałbym tu jeszcze dotrzeć jakimś lepszym sposobem. I drugi: dwa razy się zastanowię zanim jeszcze raz skorzystam z usług biura turystycznego.

Swoje zdjęcia z Wuzhen zamieściłem tutaj.

Tagi: Wuzhen
19:52, jah78
Link
sobota, 12 września 2009
Moganshan

MoganshanDzisiaj, po raz pierwszy w czasie swojego pobytu w Chinach, pojechałem na wycieczkę zorganizowaną. Zorganizowała ją szkoła językowa w której uczy się kolega. Pojechaliśmy do Moganshan – górskiego kurortu położonego 200 km na południowy zachód od Szanghaju. Znajduje się on w pobliżu wierzchołka góry Mogan (720 m n.p.m.).

Wrażenia z tej wycieczki mam mieszane, bo choć uniknęliśmy problemów z transportem, to brakowało mi swobody i denerwowało poruszanie się w tłumie oraz pokrzykiwania chińskich przewodniczek. Było fajnie gdy mieliśmy w jakimś miejscu więcej czasu i mogliśmy odłączyć się od grupy, na kolejny zorganizowany wyjazd jednak się nie zdecyduję.

Sama góra Mogan jest pięknym miejscem, porośniętym gajami bambusowymi. Zabytków prawie nie ma, jeśli nie liczyć niewielkiej świątyni i kilku pamiątek w willi należącej niegdyś do Czang Kaj-szeka. Podziwiać można za to wodospady i wspaniałą panoramę okolicy. Na jednym z naszych przystanków zwiedziliśmy także niewielki park z rzeźbami zwierząt z chińskiego zodiaku. Najwyższy wierzchołek góry Mogan niestety nie jest dostępny dla turystów ponieważ teren ten należy do wojska. 

Niesamowitych wrażeń dostarcza wjazd, a później zjazd z góry w minibusach po wąskich serpentynach. Zauważyłem tu ciekawe znaki drogowe, nakazu używania sygnałów dźwiękowych. W taki sposób kierowcy mają się ostrzegać przed sobą zanim wejdą w zakręt.

Zdjęcia z tego wyjazdu zamieściłem tutaj.

Na wypadek gdyby ktoś się na Mogan wybierał na samodzielną wyprawę, podaję jak tam dotrzeć na podstawie relacji znajomego: z Szanghaju pociągiem do Hangzhou, stamtąd z dworca kolejowego autobusem nr 188 na północny dworzec autobusowy (bilet 2 RMB). Dalej autobusem do Wukang (Deqing) – bilet 15 RMB, a do Moganshan taksówką. Do Wukang można też dojechać z Hangzhou autobusem miejskim nr 588 (10 RMB).

Tagi: Moganshan
18:11, jah78
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 września 2009
Podrabiane zegarki

Przebywając w Szanghaju nie sposób uniknąć spotkania z ulicznymi sprzedawcami zegarków. Jest ich szczególnie dużo na turystycznych i handlowych ulicach miasta, jak Nanjing Lu czy Huaihai Lu. Sprzedają podróbki Roleksów, Omeg i zegarków innych renomowanych firm.

Sprzedaż podróbek jest nielegalna, dlatego handlarze nie pokazują się ze swoim towarem na ulicy. Zainteresowani prowadzeni są do ustronnego miejsca, gdzie mogą obejrzeć zegarki. W przypadku targów, takich jak Xinyang, podróbki ukrywane są zwykle pod ladą.

Pierwsza cena zaproponowana przez handlarza jest zawsze kosmiczna i ma się nijak do rzeczywistej wartości zegarka. Najbardziej pazerni potrafią rzucić cenę nawet powyżej 1000 juanów. Po targach zejść można do kilkudziesięciu RMB. Najtańszy zegarek o jakim słyszałem to taki kupiony przez znajomego za 20 RMB. Była to jednak wyjątkowo kiepska replika z atrapami zamiast niektórych tarcz i przycisków. Za trochę lepszy zegarek, taki który naprawdę wygląda jak markowe, zapłacić można 50-70 RMB.

Podróbki te jednak tylko dobrze wyglądają. Ze zdumieniem odkryłem niedawno pewien stary artykuł, opisujący rzekomą wysoką jakość chińskich replik:

Podobno sam Giorgio Armani, który w Szanghaju właśnie na targu przy Xing Yang kupił podróbkę zegarka swojej firmy, miał powiedzieć, że to świetna kopia (…) martwiło go to, że podróbka jest bardzo wysokiej klasy.

W rzeczywistości nie spotkałem się jeszcze z podróbką, która byłaby „wysokiej klasy”. Większość z nich już po kilku dniach zaczyna sprawiać kłopoty. Spośród zegarków, których historię znam (kupione przez znajomych), w jednym odpada tylna pokrywa, w innym popsuł się metalowy pasek, jeszcze inne bardzo łatwo zaparowują. Sam odkryłem kiedyś w zegarku, który już prawie że kupiłem, popsute pokrętło, które uniemożliwiało ustawienie godziny.

Tagi: zakupy
14:55, jah78
Link Komentarze (9) »
środa, 09 września 2009
Koniec lata

Wschód słońca nad SzanghajemPo miesiącach wilgotnych upałów i codziennych deszczy pogoda zmieniła się po raz kolejny. Przypomina teraz trochę sierpień w Polsce. Przebywanie w Szanghaju wreszcie stało się przyjemne. Prawie nie ma deszczu. Wieczory są ciepłe, a popołudnia gorące, ale poranki bywają już teraz dość chłodne.

Poprawiła się także przejrzystość powietrza. W Szanghaju można teraz obserwować normalne błękitne niebo, a także prawdziwe wschody i zachody słońca. W poprzednich miesiącach nie zdarzało się to tak często.

Tagi: Szanghaj
16:29, jah78
Link
poniedziałek, 07 września 2009
Pamiątki i starocie

Komunistyczne figurki na Dongtai LuNiedzielę spędziłem chodząc po targach staroci i sklepach z pamiątkami. Do wyjazdu pozostało mi trochę więcej niż pięć tygodni. Chciałem poszukać jakichś ciekawych drobiazgów, a jednocześnie mieć to już za sobą. Kupowanie pamiątek w Szanghaju może być ciężkim przeżyciem, o czym przekonałem się już poprzednio na targu Xinyang. Nie inaczej było tym razem.

Zaczęliśmy (bo wybrałem się z kolegą, który wyjeżdża wcześniej) od targu Fuyou. Zajmuje on czteropiętrowy budynek na Fangbang Lu, w pobliżu skrzyżowania z Henan Lu. Przed wejściem można jeszcze zajrzeć do sklepu z towarami za 2 juany, po przeciwnej stronie Fangbang. Choćby po to, żeby przekonać się ile naprawdę warte są towary, za które w innych sklepikach sprzedawcy żądają kilkadziesiąt.

Budynek targu Fuyou wypełniały ciasno upakowane stoiska. Korytarze i schody łączące piętra były nieprawdopodobnie brudne. Oryginalnych rzeczy nie było wiele, trochę starych książek, pocztówek i zwykłych rupieci. Królowały najwyraźniej seryjnie produkowane „antyki”. Figurki z udającego drewno tworzywa, mosiądz i różne skorupy. Niemal każdy w towarów można było dostać w wielu miejscach. Powtarzały się co kilka stoisk.

Większość z tego co było tam wystawione to tandeta. Niekiedy jednak tandeta pomysłowa, na przykład na jednym ze stoisk zauważyłem wazony pokryte muszlami, że niby wydobyto je z dna rzeki. Czasem zdarzały się perełki, ale w żaden sposób niewarte ceny proponowanej przez sprzedawców. A ta była wprost kosmiczna. Myślę że zdarzało się czasem, że podawano nam rzeczywistą wartość pomnożoną przez 50. Tak było na przykład na innym targu, na Dongtai Lu, gdzie za tandetny zegarek z Mao Zedongiem na rękę, który nie mógł być wart więcej niż kilka juanów (podróbki Roleksów można dostać już za 20-30) sprzedająca zażyczyła sobie 150 RMB.

Niestety wygląda na to, że oni naprawdę znajdują nabywców przy tych cenach. Nie za bardzo nawet chcieli się targować. Najwyraźniej oczekują, że potencjalny nabywca nie zejdzie poniżej połowy proponowanej ceny (czyli nadal wielokrotnie przepłaci). Wystarczy pewnie jeden taki i cała rodzina ma tygodniowy zarobek.

Na Dongtai Lu znajduje się drugi targ staroci. Na świeżym powietrzu, nie w budynku i znacznie spokojniejszy. Oprócz znanych nam już z Fuyou seryjnych „antyków”, było tu dużo pamiątek po komunizmie. Niewykluczone, że część z nich (nie zegarki – bo tych było od groma) jest autentyczna. Ceny chyba jeszcze bardziej kosmiczne niż w Fuyou.

Byliśmy jeszcze na targu przy Yu Yuan. Ceny jak wyżej, a ludzi tylu, że trudno przejść. Na koniec dnia wybrałem się już sam do sklepu z pamiątkami na Nanjing Lu, w pobliżu Bundu. Ceny były tam ustalone i choć wysokie, to w granicach normy. Kupiłem pewien drobiazg za 1/3 ceny, której na Yu Yuan podobno nie można już było obniżyć.

Pamiątek i „staroci” na targach w Szanghaju więcej szukać nie będę. Ładniejsze i ciekawsze drobiazgi, w tym także pamiątki, widywałem niekiedy w sklepikach przy stacjach metra.

16:02, jah78
Link
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
statystyka